|
UCIECZKA Z OSACZENIA
stał na peronie - zatopiony w myślach
lokomotywa sapnęła zazgrzytało
przestrzeń odcinała czas małżeńskiej monotonii
pensjonat był nad zatoką w gajowym zaciszu
leżałam jak nimfa na lśniącej tafli
- do dna daleko uważać trzeba -
z letargu wyrwał mnie wabiący głos
w czółnie siedział przebarwiony słońcem
długowłosy łowczy
to koneser wytrawny zdobywca
polujący na sarenkę a nie gąskę
schłodzone wino
spacer wśród leśnych duktów
i chęć poddania się wydarzeniom
ostrożnie - jakby testując - pocałował mnie
potem mocniej aż do zawirowań
ocknęłam się w fazie zaćmienia
n i e
- carpe diem - wyszeptał
był rozważnym myśliwym
nie chciał mnie spłoszyć
choć miał w sobie coś z wilka
pewność siły i zdobyczy
nagle
fascynacja przestała wzniecać pragnienia
znikł demoniczny dreszcz oczarowania
zgrzyt zamków walizki
potwierdził rozsądek myślenia
na peronie
czekał o niebo bliższy
mój leśniczy
dobrze że jesteś - pisnęłam
kiedy drżąca
padałam w spragnione ramiona
O MATCE
Matka to ta
od piersi nabrzmiałych
pokarmem życia
bólem szarpanych
w grymasach dziecka
Matka to ta
od nie przespanych nocy
i łez strumieni nie wysychanych
nad łzami mojego dzieciństwa
Matka to ta
chlebem i mlekiem pachnąca
od serca czułości i ciała pieszczoty
stroskana wrażliwa
w kościołach urzędach i szkołach
o mój los zabiegana
Matka to ta
co jej władca nieprawości nie złamie
dzielna choć skromna
w której jeszcze urok i nadzieja płonie
to ta niezłomna
niezapomniana
POŻEGNANIE
pod dachem miłości
znów zebrałaś dzieci swoje
emanując spokojem
patrzysz na deszcz łez – nie widząc
tulisz – nie obejmując
czuwasz – nie drżąc
a słuchając – cierpliwie
podziwiasz w milczeniu
efekty nauk Twoich
- trwania w Bogu
i podawania dłoni światu -
my w odciskach Twojego życia
łzami swoimi
obmywamy łzy Twoje
odchodząc od nas
przeszłaś w pokorze i trwodze
próbę radości w bólu
by dla miłości naszej
zamknąć w dłoniach czas
a gdy światła cień
zasłonił kalendarz snów
zapadła życia noc
dziś na Twoje zmarszczki uśpione
ostatni raz patrzą ci
których karmiłaś piersią swoją
do snu okrywałaś gorącym sercem
w pieszczotach tuląc nasze pąki młode
widziałaś jak zmieniały się w kwiecistą łąkę
- - - - - - - -
wspieraj nas dalej Mamo
byśmy idąc przez życie drogą Twoją
doszli do wiecznego trwania z Tobą
WSZYSTKO SIĘ KOŃCZY
Bociany odleciały.
Odlecą żurawie.
Marzenia zostały,
Wśród rozmów przy kawie.
Było babie lato.
Nadciągnęła słota.
Mój przyjaciel na to,
Smutek i tęsknota!
Kwiatów niknie urok.
Opadają liście.
Dzień krótki i półmrok,
Lśni już szron srebrzyście.
Zima już się zbliża,
Pierwszy dzień we wtorek?
Odleciały ptaki,
Prócz modrych sikorek.
Wszystko już się kończy.
Starość się zaczyna.
Liże mnie pies gończy,
Miast młoda dziewczyna.
NADWZROCZNOŚĆ
Kiedy patrzę przed siebie
Na zieloną dolinę …
W wyobraźni mam ciebie,
Wymarzoną dziewczynę.
Kiedy patrzę na wzgórze
W błękitnej poświacie …
Tam moc dziewcząt, jak róże,
Nim rzeźbione postacie.
Kiedy patrzę na lasy,
Wśród zapachów igliwia …
Każda z dziewcząt na wczasy
Chętnie ze mną przybywa.
Kiedy budzę się ze snu,
Wówczas film się urywa …
Żadnych dziewcząt, ni śladu!
Smutek, łza mi obmywa.
PODARUJĘ
podaruję
Krainę Szczęścia
na wyspie usłanej perłami
oddam
banki walutą wypchane
zerwę
w złocie rzeźbione kajdany
odstąpię
w diamencie osadzone marzenia
uwolnię
tęsknotę miłości z beztroski istnienia
przekażę
naiwność - niepotrzebną nikomu
obojętność - na ludzkie cierpienia
nadzieję - na półce składaną
odciski kłamstw - na skalistej drodze
arogancję - dla trzymania fasonu
weź też ode mnie
łez oceany
pędzone sztormem na życia fali
okres ascezy
rąk drżenie
oczu grozę
podaruję wszystko
za tryumf prawdy nad pozorami
--------------
sobie
promyk miłości zostawię TOBIE
W sobie kryjesz promień słońca,
W Tobie przyszłość, jasne dni.
Moja miłość jest bez końca,
Którą dziś daruję Ci.
B Ó L
Jakbym widział ciebie, że jesteś tu we mnie,
Wśród moich przestrzeni ciała i psychiki.
Wyrobiłeś miejsce w głębi serca mego;
W życiu mym najprostszym wyryłeś nawyki.
Jak możesz tak dręczyć, w sposób nieustanny,
Ciało i myśl moją? Wciąż masz mnie za mało?
Tak ci dobrze ze mną? Chcesz być tak zbawienny?
Jestem tobie wdziękiem, strefą doskonałą?
Kim jesteś, że taką masz władzę nade mną,
A w rozpacz przez ciebie wpadają miliony?
W bólach złożonych z ludzkich łez, goryczy,
Pewni wciąż, że jesteś - mają los zgubiony.
Stanąłem zgnębiony, by przyjrzeć się tobie:
Skąd wracasz? Gdzie idziesz? Czym wypełnisz mój los?
Nie wszystko, co dajesz, w mych błędach się mieści.
Beztrosko nawiedzasz, zadając zgubny cios.
Odwieczny ciemiężco! Przekoro nadziei!
Przenikasz do głębi, wbrew siłom i chęci.
Z rozkoszą rozdajesz - w nieludzkiej potrzebie -
Ból gniewu, ból strachu, ból życia, ból śmierci.
- - - - - - - - - - - - - - - - -
Gdy ból złamać zechcesz – to... marzeń twych szczyt.
Najlepszym wskazaniem jest cierpieć i żyć
Lub, jeśli być nie chcesz z nim w ciągu swych lat,
Od wczesnej młodości pokochaj ten świat;
Bo tylko w miłości ukoisz swój ból:
do ludzi,
do świata...
To jedna z twych ról.
SEN O OGRODZIE
za horyzontem
noc umyka
cykady
otulone jedwabiem świtu
wyciszają etiudy
wokół ogród
pocięty promieniami słońca
barwami kwiatów spięty
a ja wśród nich
choć klęczę
jestem uśmiechnięty
obnażona natura
zdumiewa
bez końca zachwyca
jak naga miłość
w promieniach
wschodzącego słońca
SEN O WIOŚNIE
widzę sad kwitnący
i łąki barwami zalane
zielonych traw oddech
ze słońcem wymieszany
ciepły deszcz z wiatrem
rozpoczął sprzątanie
życzliwy Helios
w promieniach złotych
posyła życie nowe
wybijam
otwór w przestworzach
i drzwi otwieram na oścież
chwytam w otwarte ramiona
mą przyjaciółkę - wiosnę
kolorami oddycham
w dłoniach je czule pieszczę
upajam spragnione ciało
wiosenną burzą
deszczem
w życiu zbudzonym
pejzaż
zmysły moje napełnia
za mało wciąż mam go
tak mało…
daj siebie więcej jeszcze
serce lgnie rwie się
stan ekstazy przerasta
w burzę miłości zapada
w olśnieniach urody wiosny
więc pójdźmy powitać
- Jej Wysokość - wiosnę
wyciągnąć doń ręce
przekazać pokłon
w nadziei
na życia uśmiech
r a d o s n y
W I N I A R Y
Na miłe dzień dobry i na dobry wieczór,
Z oszczędnością czasu, z uniknięciem stresu;
Najchętniej polecą kaliskie Winiary
Dorosłym i dzieciom - przepisów bez miary.
Zupa grzybowa ... lub każda zupa nowa
W pełni sprzyjać będzie dla twojego zdrowia.
Dzień nowy przeżyjesz tak jak za Chrobrego,
Stosując kostkę Rosołu Królewskiego.
Choć w życiu się z garnka niejednego jadło -
Powstały Winiary - wszystko podupadło.
A teraz ... , gdy zechcą pozbawić cię wiary,
Ty trwaj przy produktach swej firmy Winiary.
Nie sposób się wyrwać z jej trwałej pamięci,
Bo wyrób znad Prosny smakiem swoim nęci.
Tortowy Don Cake, Budyń Bezcukrowy
Tu z Klubu Winiary otrzymasz gotowy.
Masz wiele problemów, sól sypiesz bez miary ...?
Dzwoń do serwisu konsumenta winiary!
Kto raz ich rozpoznał, niech drogi nie zmienia.
Do Winiar prowadzi smak podniebienia.
|
MIŁOŚĆ
nadeszła skrycie
zmierzchem
w ulewie namiętności
w kałużach pieszczot drżąca
wilgotność ust znalazła
by ciepłym
nocnym deszczem
odchylić gałąź młodą
zatopić w kwiatów bieli
falę uczuć
i tu
pozostać
W MOIM OGRODZIE
w aureoli szczęścia
przechodzę wśród roślin
nad murawą
mgłę srebrzystą
uwalnia aksamit poranka
drżą miliony
lśniących kul
zawieszonych w pajęczynie
za horyzontem znika
spracowany księżyc
wita dzień nowy
uśmiechnięty słonecznik
spod ziemi
wydobywa się nowe życie
------------------
wybiłem furtkę w przestrzeni
by podać rękę kwiatom
w ramionach niosę radość
a wokół bezmiar ciszy
|
WIOSNA
barwami życia
świat zapłonął
ogień młodości
pragnienia wyzwolił
splot jedwabisty
otulił ciało
to byłaś ty
i wiosna
|
W PYLE DMUCHAWCA
Aniu
teraz gdy nie masz
ziemskich trosk
bo życie Twoje się spełniło
wciąż jesteś jedną
z wielu nas
w poezji życia…
a ono jakby
w śród nas było
jeszcze Twój oddech snuje się
po głębiach uczuć
w snach w zwierzeniach
smugi zapachu - nie starł czas
bo bukiet wspomnień
go zatrzymał
może nadejdzie taki dzień
że pogrążeni w skojarzeniach
na skwer przyjaźni
będziemy iść
pamięci promenadą
światła Twego
dla spełnienia
nim miną ślady
życia dni
--------
jak pył dmuchawca
PRZERWANY KONCERT
wiatr złościł się w resztkach liści
z łoskotem uderzał w gałęzie
jak w tańcu z szablami
dął chłodem unosząc żywiczny zapach
ambona myśliwska trzeszczała
wirując na koślawej sośnie
Eol ze smyczy uwalniał
odwieczne dźwięki leśnego chóru
odyniec kudłaty wielki jak rotunda
piękny jak sen
wyszedł z matecznika i mlaskał
czarny postrzępiony masyw leśny
maskował jego sylwetkę
nocne leże
ujawniało potęgę Dionizosa
tajemniczą wielkość natury
i mityczne znaczenie ostępów
tętent ścieżek zdawał się wskazywać
pęd zbłąkanych klaczy Diomedesa
wydawały się być tuż, tuż
a to tylko stado danieli gnało
do mrukliwego wodospadu
Eos zalewa szarozielonym świtem
mijamy bagna strumyki zbocza jaru
za górką pod racicami śpiewa śnieg
łania weszła w kadr lunety - daleko
przemykamy leśnym duktem
cichutko - jak barbarzyńcy
w las poszły tropy jeleni
w chaszczach
rozpierzchły się spłoszone sarny
gawędzimy na mrozie w napięciu
biała mgła otula nasze nogi
zajadamy bigos czekając na zmierzch
ogień cieszy się -strzępi jęzory
wiatr łamie gałęzie podrywa ptaki
w powietrzu zapachniało zwierzem
to Artemida wypuszcza dzicz na żer
nagle - wiatr zawirował
sypnął śniegiem w twarz
ambona groźnie jęknęła ---
las stroił instrumenty
odyniec popełnił błąd
- stanął jak posąg -
sroga cisza zapanowała wokół
---------------------
po strzale falowało echo
chaszcze grały dalej
kniei chór śpiewał
KOBIETO !
Oj, kobieto, oj, kobieto...
Sens istnienia, życia treść.
Ósmy Marca Dzień Twój, przeto,
Piszę wiersz na Twoją cześć.
Ty, dla której władcy świata
Nieraz swój ostrzyli miecz.
Ty, dla której płyną lata
Nigdy na przód, zawsze wstecz.
Ty, o którą staczał boje
Cesarz, walcząc o swój tron.
Ty, za którą w sklepie stoję
Po cytryny - jeśli są.
Ty, przez którą robią kanty,
Ci, co Ciebie pragną, lub
Ty, najmilsza z wszystkich ksantyp,
Z którą mnie połączył ślub.
Ty, uduchowiona, święta,
Zła, drapieżna niby zwierz.
Ty, na wszystkich kontynentach,
Biała, czarna, jaka chcesz!
Bajadera! Odaliska!
Z taką nazwą w słońcu lśnisz.
Ty, schylona nad kołyską,
I Ty, która w książkach tkwisz.
Matko moja, złota wróżko,
Której zawsze widzę twarz.
Ty podlotku, Ty staruszko,
Która z dziadkiem w karty grasz.
I Wy, których nie wyliczę,
Bo za mało miejsca mam,
Zdrowia i radości życzę
W Dniu Ósmego Marca Wam! EKO-KROPLA?
Z bezmiaru wód
wybrałem kroplę małą.
W jej obiektywie
chcę oglądać
nieba błękit.
----------
O, kroplo!
W łoskocie świata
swój blask zgubiłaś...
Masz barwę!
Woń niemiłą!
Kroplo!...
Co cię zmieniło?
----------
Gdzie twych wód krystalicznych
kaskady?
Gdzie, rosa czysta?
Gdzie, zielenią spowite
Edenu bramy?
Chcę w tobie widzieć:
zdrowy uśmiech matki,
pola zielone,
rzeki faliste,
knieje...
O kroplo...! Co się dzieje?
DOKTRYNA SOBOTNIEJ NOCY
za drzwiami
życiowych wzlotów
akademika
samotnie w sobotnią noc
skupiam się jak w soczewce
nad prawami wszech nauk
rozgryzając gordyjskie węzły
za każdym z nich
przełykam przestrzenie marzeń
aż zapłonąłem jak Olimp
miłością wielką
by za chwilę
prostymi Euklidesa
zmierzać
do bogini miłości mojej
już u progu Jej azylu
dotykam punktu poza prostą
opisując czułą przestrzeń
aksjomatami urody absolutnej
dostrzegłem
że jestem o sto mil od sądów logicznych
a prozą wylewam symfonię uczuć
- - - - - -
musiałem przyjść
by temat zmienić
dla Ciebie czas swój chcę oddać
- - - - - -
wybacz
nie zniosę losu Wertera
dopnę
bym za miłość tej nocy
otrzymał Oskara
MARZENIA MIŁOSNE
jej dłoń...
bieży
ku spragnionym wargom
wokół śpiewa wiatr
i echo słów
- traktuj mnie
jak książkę otwartą
kreśl
na stronach dziewiczych
plany miłości
anektuj
bezdroża mojego ciała
czułem kołysanie
i świtem i zmierzchem
Afrodyto!
świątynio
mojego umysłu!
ostrzelany serią promieni
obudziłem się
wokół pustka...
tylko echo
falowało
z wiatrem
MOWA
słowa na wiatr
czy burza słów
i fanatyczna
mowa snów
w Demostenesa filipikach
siecze jak miecz
puszczony w ruch
- - - - - -
więc
ćwicz mowę swą
byś bólu nie zadał
- - - - - -
tu i tam
|
MÓW DO MNIE
nie
nie słyszę ciebie
mów do mnie
mów nawet szeptem
wymawiaj imię moje
krzycz
przekrzycz martwą ciszę
chcę ciebie słyszeć
mów do mnie
o miłości
o pracy
różnych snach
o smutkach i radości
mów do mnie
szkoda dnia
mów - słucham jest mi miło
mów - czekam na twój głos
mów w złości i radości
żartem do mnie mów
nie buduj wzniosłych zdań
chcę słów
z serca twego
z morza łez
miłością wspartych
i z ust twych drżących
mów
zanim zacznę słuchać
wylewaj z myśli swoich
ich tajemny skarbiec
mów gestem
mów gradem
mów deszczem
mów do mnie ciepłem słów
mów z żalem i dreszczem
nie zamykaj się na klucz
czekam wciąż
m ó w
WALCZĄCA AURA
trwa walka żywiołów
o wodę o słońce
o ziemię - matkę karmiącą
trwa bój
jak u rycerstwa Grunwaldu
huk gradu jęk wiatrów
obnaża łzy ziemi
zacięcie walcząc o wiosny tchnienie
i... nadszedł zwycięstwa czas
by mocą gorących promieni
symbol zimy i śmierci
- M a r z a n n ę -
uznać winną opóźnianiu się wiosny
i skazać na publiczne zatopienie
w odchłaniach wód
dosyć zgrzytu zimowych pancerzy
Boreasza swawolnych wojaży
już czuje się władzę Heliosa
w błyszczącej od żaru zbroi
precz zbrudzone śniegowe płaty
zostawcie wyrosłe pierwiosnki
i ziemię przekażcie
pracowitej wiośnie
zaorzemy zasiejemy
będą łany kwiatów rosły
nie bójcie się mężni rycerze
piorunów grzmotu i kry ruszenia
tu wkrótce zatrzęsie się niebo
i lasy i stawy i wód oceany
potem słońcem oblana gleba
wypali barwami wszelkimi
aż łuną pożarów zabłyśnie
owady zwierzęta i płazy
skąpane w deszczu słońcu i wietrze
odetchną w rozkoszach natury
a słuch ochoczo nastawią
by w dźwięcznym szumie
bocianich i żurawich skrzydeł
odbierać koncerty słowicze
które na pomoc wzywają
roje pszczół miodnych
spracowane latem
a znużone zimą
-------------
no - niech tylko wybuchnie wiosna
a nie spocznie
póki w słońcu nie zalśni
z ziemskich brylantów
E d e n utkany UKOCHANA
Bywał maj, kwitły wonne bzy,
Rosła trawa, wicher szalał,
Pieścił zmysły, wyciskał łzy -
Deszcz tęsknoty serca spalał.
Mnie nadzieją wypełniałaś,
Gdy miłością oplątana,
Promenadą serc chodziłaś
Na spotkania - ukochana.
Brałem pasy bezpieczeństwa,
W słońcu grzałem słów miliony,
I pragnąłem do szaleństwa,
Być miłością upojony.
Chcę, na Ciebie patrzeć tylko,
Tulić ciało ukochane,
Rozkoszować się tą chwilką,
Brać od życia, co nam dane.
Zbudujemy dom z miłości,
Z naszych doznań, uczuć, marzeń.
Zaprzęgniemy się w powozie
Do radosnych życia zdarzeń.
FALE MIŁOŚCI
Czy formę słów użyję składną
By to, co czuję uzewnętrznić?
I słowem, spiąć jak żywą klamrą
- miłość budując, zła nie piętrzyć.
Pozwól mi chociaż, strzec do skutku
Tych, co nie widzą złudnej toni;
By nie wkładali siodła smutku
Na grzbiet niedoli, białych koni.
W darze miłości, z pragnień wielu
Wyrasta jedna myśl bezsporna.
Kiedy dopływasz do wrót celu
Czuwasz, czy fala jest pokorna.
Potem, odpływasz w dal nieznaną,
Osiadasz na życia mieliźnie…
Może zatęsknisz za kochaną,
W potokach bólu po spuściźnie?
TO NIE BYŁ SEN?
stałaś w otwartym oknie
otulona wiatrem
który pieszcząc twoje ciało
odsłaniał zwinnie
wdzięki miejsc tajemnych
wirował w górę i w dół i wokół
unosząc zapach namiętności
tonął w meandrach tęsknoty
aż osiadł na ustach
i zamarł w pragnieniach
a ty jak gwiazda
błyszczałaś z wnętrza
odbierałem zmysłowe sygnały
wyobraźnią
malowałem majestat twojego ciała
wierniej niż pędzel Rubensa
niebiański ogień podsycał uczucia
uczyłem się od wiatru
delikatności - porywem szarpanej
czułości - odwzajemnianej
i milczenia w uśmiechu zwartym
choć w ramionach
tuliłem tylko przestrzeń
oblubienica natury wciąż stała
przenikałem ją wzrokiem
myślą przywłaszczałem jej ciało
aż zrozumiałem
że Don Juan
a nie fantasta
ma we mnie schronienie
ILUZJA ŻYCIA
Od czarnych złudzeń, sielankowych snów
Prawda odstaje i kręci się łza,
Napełnia serca zwątpieniami słów,
A ból z cierpieniami w organach trwa.
Potem faluje na życia teren,
Miażdżąc nadzieje czerpane z nieba,
Jedząc codziennie kaszankę z chlebem
Już wiesz, że walczyć dalej potrzeba.
Gdzie się podziały jedwabne słowa
I ryk klasowy pod bramą Gdańska?
Sprytnym pałace i willa nowa,
W rękach narodu szabla ułańska.
Gdzie są wartości ponadzmysłowe,
Pielęgnowane przez pokolenia?
Cwanym fotele, stroje balowe...!
Heroizm ludu z walki nic nie ma.
Orle Biały! wzleć ponad chmury,
Chwyć pełnią grozy krwiożerców za twarz!
Zabierz centaurom ich wieczne laury
Z szalbierzy i zdrajców oczyść kraj nasz.
PO CO
... nie ma cię
idziesz
jesteś
i znów cię nie ma
po co tu idziesz
po co jesteś
po co rozpalasz w sercu żar
po co daremnie wznosisz żagle
pokręcasz życia mego ster
odrzucasz wszystko potem nagle
odchodzisz życia drogą wstecz
- - - - -
jesteś
odchodzisz
... nie ma Cię
po co
TY KTÓRY JESTEŚ
Ojcze nasz
czemu niebo Twoje
tak odległe
w przestrzeni i czasie
szukam go
we mgle mojej wiary
gdzie jesteś
Ty który rządzisz Wszechświatem
twarz Swoją tajemnicą otaczasz
nie chcesz
bym spojrzał w Twoje oczy
bo jak Temida
- opaską osłaniasz
jak Cię odnaleźć mam
wskaż drogę do Siebie
boś Ty w blasku wiecznym
ja w cieniu głębokim
oświetl drogowskaz
miłości i prawdy
podaj do nich klucz
i wspieraj mnie łaską
bo odrobina wiary mojej
nie wystarczy na wieczności dom
pomóż mi trwać
w zaułkach nadziei
którą w dniach
zdążających do Ciebie
wzbogacam różańcem
z gwiazd składanym
nie czekaj
aż słoną pianą osiądę
na życia mieliźnie
od Ciebie w oddali
oświeć nędzną świątynię
umysłu mojego
bym złotymi opisał strofami
żeś Bóg dobra nieskończonego
Pan nad panami
- - - - - - - -
prowadź mnie
do tych stron obiecanych ...
|
BALLADA CIUŁACZA (par.)
1. Z wiatrem historii dopadłem raju,
W USA pracuję - nie tak jak w kraju.
Stojąc zasypiam, byle co jadam,
Lecz co do centa money odkładam.
2. Po trzech etatach zapadam w drzemkę,
Bo szmal zielony zbieram - jak stonkę.
Bywa, że w sklepie zapomnę płacić,
Bo chcę się szybko w życiu wzbogacić.
3. Skarbie jedyny! Dolarze święty!
Za ciebie, mogę być nawet ścięty.
Często w półmroku, nim sen mnie zmorze,
Wyciąg bankowy w skryciu otworzę...
4. Dostaję nagle histerne drgawki.
Mało na koncie!... z tymi z nogawki.
Żeby pomnożyć dochody moje,
Braciszka zdepczę, siostrzyczkę zgnoję…
5. Przysiąc ci mogę zbawczy dolarze;
Na każde draństwo w mig się narażę.
Wyczyszczę knajpę, nabłyszczę w.c.,
Zagram panicza, gdy w dom mój wrócę.
6. Wrodzoną dumę, mój kraj ojczysty,
Zamienię w pliczek dolców nieczystych.
Wynajmę siebie przestępczej mafii,
Ona sowicie płacić potrafi.
7. Nawet z folksdojcza wyrwę dolara,
Za bratnią sprzedaż ziemi pradziada.
Mały szwindelek lub narkotyki,
Wszystko to, łatwe daje wyniki.
8. Być, albo nie być, mieć coraz więcej!
Głód na dolara ziszczę, czym prędzej.
Zanim ojczyzna uzna mnie zdrajcą,
Ja się światowym określę znawcą.
9. Tym przesycony, codziennie siadam
W zbiorowym łożu, z nikim nie gadam.
Szału dostaję, że jakiś rodak,
Forsę upycha już w stary chodak.
10. Nie zniosę nigdy, po takiej męce,
By ktoś posiadał zielonych więcej.
Sprzedałem duszę, zhańbiłem ciało,
Dalej na koncie dolarów mało.
11. W głębokim żalu i nienawiści,
Od wewnątrz czyści mnie w tej zawiści.
Chandra mnie gnębi, lecz szybko minie,
Gdy krewniakowi podłożę świnię.
12. Nie musi wiele mnie to wzbogacić,
Tylko mój rodak - ma dużo stracić!
Choć do powrotu robię starania,
Zielona siła do pracy skłania.
13. Bracia, rodacy! Zróbcie mi zrzutkę,
Bo z przygnębienia zażyję trutkę!
Pożyczcie stówkę. Nie mamy! Oj nie!
Jutro zarobię, podrzucę wam dwie...
14. New York obskoczę, a na Well Street,
Wszystkich cwaniaków zadziwi mój spryt.
Miłe piranie - chlubo mych cieni -
Życie to koszmar z braku zieleni.
15. Święty dolarze! Zbaw moją duszę,
Jeśli się z tobą wiązać tak muszę.
Stoję tu oto w zastygłym pocie...
Co dalej począć? Życia nie psioczę?
16. Żegnajcie Stany, dolary barwne,
Czas jest zadziwić swe strony dawne.
Dolców napchałem do mych kieszeni,
Jadę porządzić do kraju cieni.
17. Tam ja zabłysnę, jak wuj życzliwy!
Skabluję zdrajców za pieniądz chciwy.
Rodzinną miłość wskrzeszę, ocalę...
Dam:”...Bogu świeczkę, diabłu ogarek.”
18. Co dzień po winie, poślubna noc.
Och! Jaką dolar ma czarcią moc.
Wszyscy się kłaniać będą mi nisko,
Wrócił jak panicz, a był cepisko.
19. Willę zbuduję, merca zakupię...
Resztę spraw ziemskich będę miał w pupie
Uschnę z tęsknoty skrawku zielony,
Za rajem, w tobie tu utraconym.
20. Czas na nostalgię mijał w napięciu.
Po dwóch dniach, stałem już na Okęciu.
Z marszu zaczynam kształtować życie.
Kolesiów spraszam na duże picie!
21. Tu im dziś mówię - panem się stałem,
A kiedyś szkolne problemy miałem.
Żniwo zbierałem, gdy Bóg odpoczywał,
Nie w moim stylu, by ktoś mnie wykiwał.
22. Z każdego kąta rozkosz się lała.
Dla mnie płynęła zieleń i chwała.
Tam, w Białym Domu, miałem poparcie
I zrywy polskie wspierałem uparcie.
23. Byłem lojalny. W połowie grudnia...
Bracia walczyli - ja spałem pół dnia.
A teraz dla nich grają fanfary!
Czuję się zdrajcą bez czci i wiary.
24. Nic po historii! Co tam Ojczyzna!
Zbierać zielone - wielu ten cel zna.
Złotówki dla mnie to drobne śmiecie...
Drodzy koledzy! Jak wy żyjecie?
25. Funduję w weekend lunch wraz z szampanem,
Daję się poznać, że ja tu panem.
Stawiam i gadam, film się urywa...
Kelner mnie świtem spod stołu zrywa.
26. Wręcza rachunek do zapłacenia,
Na który dolców w kieszeni nie mam!
Naiwnie brzęczą dwa polskie grosze.
Wybacz mi Panie..., tak bardzo proszę
27. Sądziłem, że to zdrowe ciułanie,
A to totalne wprost opętania.
Wniosek jest pewny. Radzę - pamiętaj!
Zieleń odurza! Przed nią, nie klękaj! |
A GDYBY TAK
a gdyby tak pójść z Tobą
pod rękę
na przełaj
i myślą ogarnąć przestworza
wpleść w Twoje serce
synowską miłość
i wejść
na drogę do Boga
a gdyby tak
drogą mleczną pójść
i w blasku gwiazd
odsłonić serce Matki...
tam znalazłbym
miłości żar
osłodę mego życia
przy trwodze oddalania
- - - - - - - -
och
gdybym tak
oddalić mógł
niedolę Twego trwania
i grozę wnętrza Matki
w Jej czasie
p r z e m i j a n i a
BRAK MI CIEBIE
niby jesteś a Cię brak
brak mi Ciebie w dzień i nocą
brak w radości i rozpaczy
czemu często bywa tak
że mi Ciebie bardzo brak
że ja ciągle pragnę Ciebie
czy to dobrze że jest tak
dajesz siebie jaką jesteś
pełną wiary złudzeń żadnych
choć otwierasz serce swoje
jednak Ciebie zawsze brak
dajesz siebie troski pełną
pewną miłą i powabną
dałaś wszystko to co masz
a wciąż czuję Ciebie brak
brak mi ciepła Twoich ust
drogich wspomnień
czułych słów
choć w rytm pragnień
wszystko mam
czy miłości nam wystarczy
aby w niej wykąpać Świat
to nas łączy a nie dzieli
bo żyjemy ciągle tak
że nam wiecznie
siebie brak
CZEKAM NA SZTORM
W kroplach deszczu
Osadzam marzenia
Płomień serca
Rozpalam milionami świec
Rozgrzewam w sobie
Rozkosze miłości
Na Ciebie czekam
W labiryncie gwiazd
Do Ciebie wzlatam
Czułością napięty
W dłoniach
Trzymam spragnioną nadzieję
Ocean myśli
Napełniam uczuciem ---
I czekam
Na fale sztormu miłości
NAIWNOŚĆ
świat
zawirował u stóp
nabrzmiałe usta
pustoszyły zmysły
- - - - -
wyzwolona
obietnicą miłości
wspięłaś się
o zmierzchu --
opadłaś o świcie
drżąca jak liść osiki
- - - - -
omdlała od ciosu
słów niebacznych --
płakałaś deszczem
TO JEST POLSKA (par.)
Jeszcze nie zginęła Polska
i zginąć nie może,
póki polski rolnik z troską
swoją ziemię orze.
Wróć, wróć Wojtyło,
słowo się wypełniło.
Pod Twoją opoką
jedność z Europą.
Polska ziemia jest od potu
bogata i żyzna.
Tu, jest z Bogiem kult narodu,
honor i ojczyzna.
Wróć, wróć ...
W Bogu polska jest rodzina.
Naród z krwi poczęty.
Z nami Jezus i Maryja,
Izydorze święty.
Wróć, wróć ...
Tu, z krainy dla Polaków,
tu, gdzie Wisła płynie,
pozdrawiamy sławny Kraków
i papieża w Rzymie.
Wróć, wróć ...
|
BO W MIEŚCIE BYŁY PRZECIĄGI
Powietrze
napędzane słońcem
wałęsało się po mieście
walka prądów
ocierała uszy przechodnia
wietrzny ocean
zatapiał w mroku ulice
i pchał mnie
pod dach
do jej serca
Z trudem szedłem
tęsknotą owiany
mijałem wciąż
obszary niskiego ciśnienia
piłem mleczną mgłę ---
Otulony marznącą mżawką
majaczyłem
w krainie baśni Andersena
zdążając na skrzydłach tęsknoty
do zapachu miłości
Rzucając się
w Jej otwarte ramiona
podchwyciłem
wilgocią ust wzmocniony
czuły szept
zmęczyłeś się
- - - - - -
bo w mieście były przeciągi
M O D L I T W A
Panie, chroń mnie proszę
Przed mocą nieczystą.
Skróć pogardę ludzką
I karę wieczystą.
Chroń Panie od hańby
I zgubnego życia,
Gdzie kłamstwo i przemoc
Nienawiść podsyca.
Chroń od złej wolności,
Która twierdze wznosi,
Tu w umysłach naszych,
Choć jej nikt nie prosi.
Uzdrów demokrację-
Na co każdy czeka.
W ręce swoje Panie,
Weź losy człowieka.
Wyzysk, fałsz, obłuda,
co wciąż otacza świat,
Beztrosko króluje,
A ginie słowo brat.
W tym świecie znękanym,
Swój, Boży, wprowadź ład.
Popatrz na lud wierny,
On łaknie Twoich rad.
Nadaj motyw pracy-
Niech radość wyraża.
Osłoń sensem życie,
Które się zubaża.
Strudzonym narodom
Daruj swe przymierze,
By mogły pracować
I modlić się szczerze.
Niech moc wiary w Ciebie
Zjednoczy Kościoły,
A przyznać się do niej,
Niech nikt się nie boi.
Błagamy Cię nasz Panie,
Wyrównaj urwiska,
Przez które ludowi
Życie łzy wyciska.
Pozwól się zapytać,
Choć to niebezpiecznie,
Kiedy ześlesz radość?
Czy ból ma trwać wiecznie?
O Boże, nasz dobry,
Nie zwlekaj z pomocą!
Daj siłę narodom,
Otocz swoją mocą.
O! Ty, który jesteś...
A może Cię nie ma?
Wysłuchaj tych modłów.
Wskaż drogę do nieba.
Stanisław Orłowski
MOJE SŁOWA
... wielką przyjemność czynisz mi
Anetko Droga,
choć dla mnie, nie do miłości,
a do Boga droga.
PRAGNIENIA MŁODOŚCI
za oknem
świat rozjaśnia majowe słońce
w leśnych barwach
rozlał się odcień ciepłej zieleni
włożę cienką bluzkę
z dekoltem V
przewiewną spódniczkę
z lekkiego muślinu
we włosy wepnę
szkarłatną różę
- rozkwitająca
z nabrzmiałych pąków pragnień
promenadą serc pójdę
na spotkanie własnego świata
obszaru wrażeń doznań - młodości
nie zadrżę
gdy wsiadać będę
na statek miłości
unoszony
oddechami fal tęsknoty
gorących ust dotykiem wsparty
pędzony
rozkazem topniejących serc
przez zburzone morze nadziei
hen tam...
za horyzontem
zasadzę zrodzoną miłość
niech w mnogości ulata
do tych sfer nieznanych
pobudzona porywem namiętności
charyzmat wierności wzbogaca
powrócę
gdy serce szczelnie
miłością napełnię
choć może za oknem...
z m r o k
jak wyrok zapadnie
|