Warning: include(../../connect.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/index.php on line 6

Warning: include(): Failed opening '../../connect.php' for inclusion (include_path='.:/opt/lampp/lib/php') in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/index.php on line 6
Serwisowi patronuje portal e-Grajewo.pl J. Matyskieła    S. Orłowski   
 

Stanisław Orłowski ( Szczuczyn )

 

   


LOT WARSZAWA- KATYŃ-WAWEL

Polska, to pokój przechodni,
Przez który wolność wciąż świta.
Do ofiar katyńskiej zbrodni
Z hołdem leciała elita.

W Katyniu, w czterdziestym roku,
Koszmar urządził nam sowiet.
Za odwrót od Wisły w popłochu,
W dziesiątym, powiedział nam - niet!

I tak, z biało-czerwonych kwiatów,
Pośród grobów z patriotów krwią,
Rodzi się nowy nam Kraków,
By znów - bronić Ojczyznę swą.

Bo tu, w gwiezdnym panteonie,
W potędze sław, słowiańskich cech,
Bez pereł w złotej koronie,
Spoczywa prezydent nasz – Lech.

On, tym patriotom dorównał,
Co Narodu są idolami.
Lecąc na Wawel, nas żegnał,
Kołysząc tłumom skrzydłami.

…pod jasnogórskim sacrum,
Ostrzega przed wiecznym wrogiem,
Smoleński dramat – epitafium.
Polska wciąż silna jest z Bogiem!

 

SYNKU MÓJ

Z winnicy miłości odszedłeś w nieznany mrok,
Nie smakując życia z dojrzałego już grona.
Byłeś kwiatem moim piękniejszym z roku na rok,
Co dziś serca dzieli, jak tęsknoty zasłona.

Z oceanu szczęścia wyrwano Cię za młodu.
Nam, zostały troski na życia natury łonie.
W rodzinie nie czułeś ani bólu, ni chłodu,
Dawałeś swoją miłość dzieciom, matce, żonie.

Odszedłeś mój Synku, nasz skarbie ukochany
Do grobu zimnego, ciemnego i – wiecznego.
Po Tobie, zostały rozdrapanych serc rany.
Mogłam pójść za Ciebie z kochania matczynego.

Nam pozostawiłeś wspomnienia, rad tysiące…
Och, jakie bolesne było z Tobą rozstanie!
Czy łzy Twoich dzieci, nasze prośby gorące,
Mogą boleść zmienić w radosne zawołanie?

Wygasłeś mój Synku, jako gwiazda na niebie.
Choć nas grzeje miłość, złudna nadzieja złota
I gwiazdka srebrzysta, co prowadziła Ciebie,
To jednak dokucza ciężar smutku, tęsknota.

Płonie świecy ogień, to gasnąć znów zaczyna,
Bo wicher złowieszczy jemu płonąć nie daje.
Z nim, zgasł mój Syn miły - moja droga dziecina,
A serce matczyne wciąż krwawić nie przestaje.

Tu, w krainie wiosen, wśród kwiecistych pól, sadów
Zwiędłaś moja różo i obcy świat Cię wchłonął.
Brakuje mi Ciebie, Twych pocałunków gradu!
Tu, za miłością gnałeś, jakbyś życiem - płonął.

Patrzę na Twój portret i przeglądam albumy.
Jesteś na nich wesół, na łące wśród motyli...
Dlaczego razem z Tobą przepadły ich tłumy?
Czy na nowej mogile wszyscy się skupili?

Już nigdy nie będziesz w przyjaciół, miłym gronie?
Nigdy nie przytulisz najdroższej swojej mamy?
Kiedy – kocham - szepniesz dzieciom swoim i żonie?
Kiedy się przeżegnasz, gdy do stołu siadamy?

Słońca blask już minął. Zasnę spokojnie, choć raz?
Czarna głusza w oknie. Oddal ją! Zmysły tracę.
Ja, życia los błagam – zamień mnie w nieczuły głaz!
… zniosę okrutny sen, dopóty Go zobaczę.

Kiedy legnę w mogile, nic mnie nie zasmuci,
Bo zakończę podróże w samotnej żałobie.
Niech garść ojczystej ziemi dłoń przyjazna rzuci.
Ja, szczęśliwą będę – u boku Twego w grobie.

Stanisław Orłowski

* Dla Lidii Brzeskiej, zbolałej matki po utracie syna, epitafium powstałe na Jej prośbę, przekazuje – autor.


 

BLONDYNKA

blondyneczka
z anielskim uśmiechem
takiej nie kochać
byłoby grzechem

ale
jej uśmiech
jest mało zbawczy
przegrzany uwodzicielski
to co ci po tym
jej miłe oczy
w dzień patrzą na ciebie
na innych w nocy
więc co ci po tym

skromna uwaga
z jej ust wypływa

- kto serce ma
niech mi je da
i niech się nie smuci
gdy serce powróci

chłopcze
za szybko po miłość sięgasz
w dzień pędzisz za inną
rankiem tej przysięgasz
od blond Pań urody
możesz się nabawić
tęsknoty lub szkody


DAŁAŚ MI

nad strumieniem
gdzie często chadzamy
dałaś mi łąkę miłości
zalaną krystaliczną wodą
z pierwszymi kwiatami

ja dam Ci za to amforę
pełną miłości
w dywanie z pereł utkanym
kiedy po latach
cień nadziei Ciebie osłoni
sięgniesz do naczynia
po olej lub wino
z radością wykrzykniesz
on wciąż ciebie kocha
dziewczyno
 


ELEKRTONICZNA DZIEWCZYNA

Jesteś po przeciwnej stronie.
Widzę uśmiech z okna mego.
Spójrz, wyciągam swoje dłonie,
Aby dotknąć serca Twego.

Klawiaturę pieszczę, ściskam…
Choć wyczuwam płeć, naturę…
Czy mam w ekran pukać, pytam?
Miałby tylko Windows dziurę.

Co możesz dać mi dziewczyno
Po drugiej stronie kabelka?
Już jesteś mą gwiazdą jedyną,
Na którą wciąż oko me zerka.

Dałaś mi uśmiech dla marzeń.
W tęsknocie jesteśmy ukryci.
Trwa czysta miłość - bez skażeń,
W sercu elektronicznej sieci.
 

EMOCJONALNE UNIESIENIE

Podczas autorskiego strajku na planie,
Ja, piszę frazę dla Ciebie Kochanie.
Lecz, co by powiedział Twój chłopak lub mąż,
Gdyby do Windowsa, zaglądał tu wciąż?

U mnie nie idzie, nic w zapomnienie,
Nawet przejściowego świata istnienie.
Dlatego wspomnienia warto zachować.
Uczuć gorących, pod dywan nie chować.

 

FANTAZJA MIŁOŚCI

Każdą miłość przytulę,
Nawet w małych kropelkach.
W niej zanurzę się czule.
Nie zastygnę w kryształkach.

Warto gnać za miłością
Jak za zielonym gajem.
Ona, anielską radością,
Mową - fantazji rajem.
 

FBI do Ciebie

wystraszyłaś mnie okrutnie
dziś z samego rana
wstałem rześki w kompa patrzę
a tu fota FBI
pod nos mi stawiana
drżą mi ręce cierpi dusza
patrzę zatroskany
serce w głębi wali młotem
jak krew zakochanej
jak tu uciec
gdzie się skryć
przed zderzeniem z władzą
- z wiersza twego płynie news:
Daj im uśmiech, garść czułości
może cię nie wsadzą
więc dodaję swoją czułość
do blond strumienia władzy
aby w niej gościła miłość
do potęgi razy


GRZYWY NA WIETRZE


Ich grzywy wiatrem splecione
I wzrok w horyzont wpatrzony.
Żaglowiec, kobieta, konie…!
W nich szukaj piękna - ikony.

Dla niej żarłoczna zatoka
Urwisty klif utworzyła.
Nie można spuścić jej z oka
By serca, jak brzegi zniszczyła!

 
KOCHANE SERCA

Och! Jak mądre są nasze serca,
W piersiach znalazły zaułek.
Ich miłość, jak ludożerca,
Wszystko wyjada nam z półek.

Czy miłość się może zestarzeć
I stanie się łajbą nieczułą?
Ją często jest trudno zrozumieć,
Choć serca do siebie się tulą.

Ja, nie chcę od życia za wiele,
Nawet nie wiem, czy nie za mało.
Spraw nam tylko huczne wesele.
Z miłości pożądaj me ciało.
 


LAZUROWY MOTYW

Błękit powietrza i wody
Kamień gwiazdą uczyni.
Nad nim Nimfa - urody
Pięknej, polskiej dziewczyny.

Tyś boginką miłości
Z morskiej piany zrodzona.
I marzenie wieczności…
Tobie, padam w ramiona.
 


MEMENTO MORI


Nie poniżaj tych, co Cię adorują.
Nie uwielbiaj tych, co Cię ignorują.
Nie rań słowem tych, co Ciebie kochają.
Nie kochaj tych, co Ciebie wciąż zdradzają.
 

MUZO INSPIRACJI

Dziś wpadła gwiazdka do mojego kompa!
…Jej światło, aparycja delikatność słowa.
We mnie duch zamiera, gdy po ziemi stąpa.
Ja, chcę Cię uwielbiać codziennie, od nowa.
 


NO POWIEDZ JAK

jak szeptać mam o miłości
w środku nocy ciemnej
aby nie wyrwać Cię ze snu
rozkoszy rozległej a przyjemnej

jak
no powiedz jak odejść mam
od aksamitu ciała Twego
w którego blasku
emanuje nadzieja
na wspólny los

czekaj i wytrwaj w marzeniach
nasza miłość dojrzewa

potem w majową
egzotyczną noc
świtem obudzimy się
w cieniu wonnych bzów
skowronek zaśpiewa
że Ty jesteś tęsknotą moją
a ja
Twoim przeznaczeniem
 


O MIŁOŚCI JESIENIĄ


dziewczyno
Ty o miłości szepczesz
kiedy o zmierzchu dni
wiatr jesienny
zrzuca poschłe liście
z uśpionego drzewa

Ty o miłości mówisz
tak lekko
jak skowronek w zalotach
który nawet
pogodną jesienią
już o amorach nie śpiewa

ale
jesienią człowieka jest miło
kiedy ludzkość
na fundamentach miłości
swoje życie
od podstaw buduje
 

 
O! PANI MIŁA


Tyś mi się narodziła.
Szeptem podpowiadam.
Tęsknota Cię stworzyła,
Z czym uparcie się zgadzam.
To Ty, w miłości wiecznie,
Będziesz trwała i trwała…
Dziś, mówię platonicznie.
Wiem, to miłości chwała.
Wszystkiego, co nam drogie,
Czego nikt nie odbierze,
A w problemach pomogę,
Życzę aż nadto szczerze:
--------------
Miłości - która jest potęgą i czarem,
Zdrowia - które utrzymuje w namiętności,
Seksu w dostatku – co miłości jest darem,
Nadziei - która prowadzi do wieczności.
 

PRZYJAŹŃ TO SZCZĘŚCIE

Przyjaźń, to nie tylko słowo,
Które wartości nie zmienia.
Przyjaźń jest ufności mową,
Która jest sensem istnienia.

Przyjaźń jest szczęścia blaskiem.
Z nim trwają w życia symbiozie.
Są naszą osłoną - jak kaskiem,
Gdy inni nas biją po głowie.

A szczęście? To świeca na wietrze!
Nie dmuchaj w płomień, bo zgaśnie.
O cudze szczęście dbaj wiecznie,
Twoje rozjarzy się jaśniej
 

PUKANIE DO SERC

Przypominasz mi lata z sercem rozpalonym,
Kiedy w młodych kwiatach szukałem sobie żony.
I, wybranka osiadła, w serca dnie spragnionym!
Odtąd Jej miłością - jestem wciąż upojony.
 

RADIO BIAŁYSTOK

Polskie Radio Białystok…,
Choć ja uważam, że moje.
Jest wspólną drogą na wszystko
Więc nie myśl, że tylko twoje.

Ono, podlaską nadzieją,
Społecznym edukatorem
I myślą przednią, ostoją,
Siłą narodu, motorem.

Newsy, piosenki i Łuctok…
Tyle jest ciągle przed nami.
Więc Polskie Radio Białystok
Zapisz złotymi zgłoskami
 

RADOŚĆ

Kiedy radość jest w nas - nie liczy się czas,
Wówczas los, w szeptach miłości jest z nami.
A jeśli z tęsknotą namiętną wciąż gnasz,
Duszę spragnioną, napój marzeniami.
 

UCZUCIA GORĄCE

Na skrzydłach miłości ulatam do Ciebie.
Czas posklejać serca na nadziei łące.
Tylko w Twych ramionach szybuję po niebie,
Bo motylem niosą, uczucia gorące.

Zamykam Cię w sercu szczęściem ukojonym,
Żebyś nie odeszła na krok od czułości.
Tylko Ty, otworzysz kluczem utęsknionym
Serce me do trwałej, gorącej miłości.
 

W EKSTAZIE MIMOZY

Szukałem w kwiatach pieszczoty.
Przejrzałem sekwencje, frazy...
Stałaś na szczycie tęsknoty,
W palecie barwnej mimozy.

Dotknąłem Ciebie, zadrżałaś.
Stuliłaś swych kwiatów płatki.
Dla mnie, w mimozach szeptałaś:
Twoje ramiona..., jak - matki.

Pod mimozy baldachami
w dal odeszłaś półprzytomnie.
Zapach Twój, wiatr niesie nocami.
Ja, wciąż kocham Cię, ogromnie.
 


W IMIĘ MIŁOŚCI

Jej czar, to nieba rozkosze.
Tak zawsze bywa z miłością.
Czekam i modły wciąż wznoszę.
Spotkam, obdarzę czułością.

I choć o miłość tę proszę,
To swoją innym chcę dawać.
Cierpienia uparcie znoszę,
Żeby się dla niej poddawać.

Otulę się płaszczem miłości,
Nim życie swe zdołam spożyć.
Bo ja nie kocham z litości,
Lecz hołd miłości chcę złożyć.
 

 

R E F L E K S J E
Z KRZYŻA ZDJĘTE


Chrystus
zawisł na krzyżu

przybity srebrnikami
nie użył siły w obronie własnej
zamarł pokornie w bólu
zalany kwieciem krwi niewinnej

nad nim czuwała łagodność
ogromu ojcowskiej m o c y

tu świt Go zastał
gdy moc truchlała
tu lud zrozumiał
w kim chwała i trwoga
- - - - - - - - - - - -
golgoto codzienności naszej
- trzeba wyroków spełnień
- Judasza wzgardy
- Matki łez
by doznać p r a w d y
że On - Syn Boży - j e s t
i słowo wypełnia się
- - - - - - - -
idź i ty jak On
drogą zbawienia
a w imię miłości czystej
chciej nieść życia krzyż
wszak On biorąc krzyż
- odrzucił życie
ty weź za przewodnika
światłość krzyża
- byś życie zachował

 

ODDAŁEŚ GŁOS

idąc przez kraj
obłąkanych spotkałem
za chlebem szli
do władzy i partii
szukając błądzili
łzami płacąc za kęs

potem swój głos oddali
za ochłap nadziei
za bezmiar trosk
pogardę wiary
żebraczy los
rozgrabioną Polskę

i ty oddałeś głos
a oni wzięli w ręce swoje
twój dom
uczelnie
zakład
twój tułaczu- chleb

losu twojego brać nie chcieli
za ciężki był

wywiedli cię na bruk
gdzie tylko w nicość
zapaść możesz
dali zasiłek albo nie…
koszmar każdego ranka…
byś powietrze pięścią ciął
oderwany od realnych pojęć

oddałeś głos
by kosztem twoim krezusi szli
do władzy ponad tobą

ciebie wypłoszą z bruku nawet
byś im nie tamował ruchu
do obcych banków
o złotych klamkach w drzwiach
 

 

WRACAJ PIOSENKO

piosenko chwili
życia piosenko
czasu mijania nostalgio
chwil tyle ubyło
co słów w piosenkach
i w partyturach dźwięków

ty mi przywracaj
czas zagubiony
dając sobą magiczną moc
przy serca drganiu
czy rąk już drżeniu
chcę żebyś była ze mną

i bądź tak wiecznie
trwaj ponad czasem
odsłaniaj życia radości
otul swą siłą
potrzebę trwania
wracaj mi młodość
miłość mi wracaj --

tak jak bumerang

wciąż wracaj
 


PIERWSZY ŚNIEG

Dziś, wczesnym rankiem, nad rzeką Księżanką,
Śnieg przykrył trawkę białą firanką.
Był jako pierwszy, razem ze świtem.
Odszedł szybciutko, z niewielkim zgrzytem.
 

 

 ODRO RZEKO MOJA

wylewasz z gór potoki
by wić się krętą wstęgą
w dół
przyjmować wody
innych rzek
i nieść na grzbietach
fal spienionych
zatopioną
w szmaragdowej nadziei
kroplę życia
do zapachu łąk
i spragnionych turbin

Odro
wodna drogo
rzeko moja
choć hojność twoja
bywa zgubna
ty wciąż sprawiasz
że cię kocham

jako natury dzieło
przemierzyłaś oceany czasu
bym myślami stęsknionymi
dotykając toni twojej
odprowadzał wzrokiem
co dzień
do finałowej rozkoszy
wody twoje
chwytane przez morskie fale
jak grzywy końskie

szarpane wiatrem
 

 

DLACZEGO

Dlaczego wolno płynie czas
do granic szczęścia
wybawienia
do dni słonecznych
jasnych dróg
do marzeń skrytych
bez cierpienia ---
dlaczego płynie wolno czas
gdy łzy goryczy obrus plamią
gdzie szczęście w takim czasie jest
gdzie ono jest
gdy inni kłamią
- - - - - - - - -
Dlaczego chowasz swoją twarz
w historii życia
w cieniach zwątpień
w życiu bez treści w kresach lat
w paradoksalnych strzępach wspomnień

Dlaczego Ty
a z Tobą ja
nie zanurzymy się w kąpieli
ze szczęścia łez
do morza dna
by igrać z czasem w pełnej toni
dlaczego...

Dlaczego taki czas?
 

 

CZASU TWARZ

wiem
- miłości nigdy za wiele
- duma to gruzy szczęścia
- piękno to obietnica miłości
- dobro i zło trwają w symbiozie

w życia podróży
poznałem
zapach potu i smak łez
w stosie cierpień - ziarno radości
słowem
pisanym mówionym śpiewanym
czesałem życia scenariusze
pędzlem i muzyką
malowałem
nadzieją osnute marzenia
zgłębiłem genezę grzechu
w myśli mowie uczynku i zaniedbaniu

zrozumiałem
że śmierć
to zabawka życia
- - - - - - - -
wiem
nie trzeba ostrza kierować na krtań
nie sprawdzać głową
twardości betonu
nie rozpaczać przed lustrem
zasłanym zmarszczkami

gotów jestem
zawierzyć nowym dniom
a plunąć w obłudną
- c z a s u t w a r z -
by wiedział, że jest
- faryzeuszem
- draniem
- przekupnym sędzią
dni m i n i o n y c h
_ _ _ _ _

zrozumiałem
_ _ _ _ _

za wszystko, co dał mi czas
mam mu
p o g a r d ę z o s t a w i ć
 

 

DROGA PRAWDY

Nasz wytrwały marsz - to dla wroga cios.
Na drogach walki, stawiamy pomniki.
Z krwi i odwagi kujemy swój los.
W piastowskiej ziemi są bólu nawyki.

Kto nas prowadzi po drogach krętych,
w plugawych ciosach od zdrajcy, pogana?
Jak długo iść do prawdy, miejsc świętych;
z przymierzem kłamstwa, despoty, szatana?

Nie zgaśnie nam jutrzenka wolności,
choć ster żagla swego, często masz oddać.
Jak dzika puszcza posoką broczysz,
lecz nigdy - nigdy nie możesz się poddać!

W tym kraju, z obłudą, walka wciąż trwa.
Burzy się naród przeciwko grabieżcom.
W jedności narodu, jest dola twa!
Dopóki chcesz walczyć - jesteś zwycięzcą.

„Ja, jestem drogą, prawdą i życiem...”
Źródło miłości przybiera sens nowy.
Z wiatrem historii tryumfuj - Polsko,
a Pan da siłę swojemu ludowi.
 

 

 

 

UCIECZKA Z OSACZENIA

stał na peronie - zatopiony w myślach
lokomotywa sapnęła zazgrzytało
przestrzeń odcinała czas małżeńskiej monotonii
pensjonat był nad zatoką w gajowym zaciszu
leżałam jak nimfa na lśniącej tafli
- do dna daleko uważać trzeba -
z letargu wyrwał mnie wabiący głos
w czółnie siedział przebarwiony słońcem
długowłosy łowczy
to koneser wytrawny zdobywca
polujący na sarenkę a nie gąskę
schłodzone wino
spacer wśród leśnych duktów
i chęć poddania się wydarzeniom
ostrożnie - jakby testując - pocałował mnie
potem mocniej aż do zawirowań
ocknęłam się w fazie zaćmienia
n i e
- carpe diem - wyszeptał
był rozważnym myśliwym
nie chciał mnie spłoszyć
choć miał w sobie coś z wilka
pewność siły i zdobyczy
nagle
fascynacja przestała wzniecać pragnienia
znikł demoniczny dreszcz oczarowania
zgrzyt zamków walizki
potwierdził rozsądek myślenia
na peronie
czekał o niebo bliższy
mój leśniczy
dobrze że jesteś - pisnęłam
kiedy drżąca
padałam w spragnione ramiona

 

O MATCE

Matka to ta
od piersi nabrzmiałych
pokarmem życia
bólem szarpanych
w grymasach dziecka
Matka to ta
od nie przespanych nocy
i łez strumieni nie wysychanych
nad łzami mojego dzieciństwa
Matka to ta
chlebem i mlekiem pachnąca
od serca czułości i ciała pieszczoty
stroskana wrażliwa
w kościołach urzędach i szkołach
o mój los zabiegana
Matka to ta
co jej władca nieprawości nie złamie
dzielna choć skromna
w której jeszcze urok i nadzieja płonie
to ta niezłomna
niezapomniana
 


 POŻEGNANIE


pod dachem miłości
znów zebrałaś dzieci swoje

emanując spokojem
patrzysz na deszcz łez – nie widząc
tulisz – nie obejmując
czuwasz – nie drżąc
a słuchając – cierpliwie
podziwiasz w milczeniu
efekty nauk Twoich
- trwania w Bogu
i podawania dłoni światu -
my w odciskach Twojego życia
łzami swoimi
obmywamy łzy Twoje

odchodząc od nas
przeszłaś w pokorze i trwodze
próbę radości w bólu
by dla miłości naszej
zamknąć w dłoniach czas
a gdy światła cień
zasłonił kalendarz snów
zapadła życia noc

dziś na Twoje zmarszczki uśpione
ostatni raz patrzą ci
których karmiłaś piersią swoją
do snu okrywałaś gorącym sercem
w pieszczotach tuląc nasze pąki młode
widziałaś jak zmieniały się w kwiecistą łąkę
- - - - - - - -
wspieraj nas dalej Mamo
byśmy idąc przez życie drogą Twoją
doszli do wiecznego trwania z Tobą
 

WSZYSTKO SIĘ KOŃCZY

Bociany odleciały.
Odlecą żurawie.
Marzenia zostały,
Wśród rozmów przy kawie.
Było babie lato.
Nadciągnęła słota.
Mój przyjaciel na to,
Smutek i tęsknota!
Kwiatów niknie urok.
Opadają liście.
Dzień krótki i półmrok,
Lśni już szron srebrzyście.
Zima już się zbliża,
Pierwszy dzień we wtorek?
Odleciały ptaki,
Prócz modrych sikorek.

Wszystko już się kończy.
Starość się zaczyna.
Liże mnie pies gończy,
Miast młoda dziewczyna.
 

NADWZROCZNOŚĆ

Kiedy patrzę przed siebie
Na zieloną dolinę …
W wyobraźni mam ciebie,
Wymarzoną dziewczynę.

Kiedy patrzę na wzgórze
W błękitnej poświacie …
Tam moc dziewcząt, jak róże,
Nim rzeźbione postacie.

Kiedy patrzę na lasy,
Wśród zapachów igliwia …
Każda z dziewcząt na wczasy
Chętnie ze mną przybywa.

Kiedy budzę się ze snu,
Wówczas film się urywa …
Żadnych dziewcząt, ni śladu!
Smutek, łza mi obmywa.


PODARUJĘ

podaruję
Krainę Szczęścia
na wyspie usłanej perłami
oddam
banki walutą wypchane
zerwę
w złocie rzeźbione kajdany
odstąpię
w diamencie osadzone marzenia
uwolnię
tęsknotę miłości z beztroski istnienia

przekażę
naiwność - niepotrzebną nikomu
obojętność - na ludzkie cierpienia
nadzieję - na półce składaną
odciski kłamstw - na skalistej drodze
arogancję - dla trzymania fasonu

weź też ode mnie
łez oceany
pędzone sztormem na życia fali
okres ascezy
rąk drżenie
oczu grozę

podaruję wszystko
za tryumf prawdy nad pozorami
--------------
sobie
promyk miłości zostawię

 

TOBIE

W sobie kryjesz promień słońca,
W Tobie przyszłość, jasne dni.
Moja miłość jest bez końca,
Którą dziś daruję Ci.
 


B Ó L

Jakbym widział ciebie, że jesteś tu we mnie,
Wśród moich przestrzeni ciała i psychiki.
Wyrobiłeś miejsce w głębi serca mego;
W życiu mym najprostszym wyryłeś nawyki.

Jak możesz tak dręczyć, w sposób nieustanny,
Ciało i myśl moją? Wciąż masz mnie za mało?
Tak ci dobrze ze mną? Chcesz być tak zbawienny?
Jestem tobie wdziękiem, strefą doskonałą?

Kim jesteś, że taką masz władzę nade mną,
A w rozpacz przez ciebie wpadają miliony?
W bólach złożonych z ludzkich łez, goryczy,
Pewni wciąż, że jesteś - mają los zgubiony.


Stanąłem zgnębiony, by przyjrzeć się tobie:
Skąd wracasz? Gdzie idziesz? Czym wypełnisz mój los?
Nie wszystko, co dajesz, w mych błędach się mieści.
Beztrosko nawiedzasz, zadając zgubny cios.

Odwieczny ciemiężco! Przekoro nadziei!
Przenikasz do głębi, wbrew siłom i chęci.
Z rozkoszą rozdajesz - w nieludzkiej potrzebie -
Ból gniewu, ból strachu, ból życia, ból śmierci.

- - - - - - - - - - - - - - - - -
Gdy ból złamać zechcesz – to... marzeń twych szczyt.
Najlepszym wskazaniem jest cierpieć i żyć
Lub, jeśli być nie chcesz z nim w ciągu swych lat,
Od wczesnej młodości pokochaj ten świat;
Bo tylko w miłości ukoisz swój ból:
do ludzi,
do świata...

To jedna z twych ról.





SEN O OGRODZIE

za horyzontem
noc umyka
cykady
otulone jedwabiem świtu
wyciszają etiudy

wokół ogród
pocięty promieniami słońca
barwami kwiatów spięty
a ja wśród nich
choć klęczę
jestem uśmiechnięty

obnażona natura
zdumiewa
bez końca zachwyca
jak naga miłość
w promieniach
wschodzącego słońca


SEN O WIOŚNIE

widzę sad kwitnący
i łąki barwami zalane
zielonych traw oddech
ze słońcem wymieszany

ciepły deszcz z wiatrem
rozpoczął sprzątanie
życzliwy Helios
w promieniach złotych
posyła życie nowe

wybijam
otwór w przestworzach
i drzwi otwieram na oścież
chwytam w otwarte ramiona
mą przyjaciółkę - wiosnę

kolorami oddycham
w dłoniach je czule pieszczę
upajam spragnione ciało
wiosenną burzą
deszczem
w życiu zbudzonym
pejzaż
zmysły moje napełnia
za mało wciąż mam go
tak mało…

daj siebie więcej jeszcze

serce lgnie rwie się
stan ekstazy przerasta
w burzę miłości zapada
w olśnieniach urody wiosny

więc pójdźmy powitać
- Jej Wysokość - wiosnę
wyciągnąć doń ręce
przekazać pokłon
w nadziei
na życia uśmiech
r a d o s n y


W I N I A R Y

Na miłe dzień dobry i na dobry wieczór,
Z oszczędnością czasu, z uniknięciem stresu;
Najchętniej polecą kaliskie Winiary
Dorosłym i dzieciom - przepisów bez miary.

Zupa grzybowa ... lub każda zupa nowa
W pełni sprzyjać będzie dla twojego zdrowia.
Dzień nowy przeżyjesz tak jak za Chrobrego,
Stosując kostkę Rosołu Królewskiego.

Choć w życiu się z garnka niejednego jadło -
Powstały Winiary - wszystko podupadło.
A teraz ... , gdy zechcą pozbawić cię wiary,
Ty trwaj przy produktach swej firmy Winiary.

Nie sposób się wyrwać z jej trwałej pamięci,
Bo wyrób znad Prosny smakiem swoim nęci.
Tortowy Don Cake, Budyń Bezcukrowy
Tu z Klubu Winiary otrzymasz gotowy.

Masz wiele problemów, sól sypiesz bez miary ...?
Dzwoń do serwisu konsumenta winiary!
Kto raz ich rozpoznał, niech drogi nie zmienia.
Do Winiar prowadzi smak podniebienia.
 

 
TY KTÓRĄ KOCHAM

Ziemio grójecka
spowita jabłoni kwieciem
malujesz swoją miłość
tętnem
ogrodów zielonych
splątanych w myślach
jak drzew korzenie
pracowitej wiosny
i oddechu lata

Gałęzie
obejmując siebie
wyzłacają owoce
w kąpielach promiennych
mazowieckiego słońca
ich szum
to pieśń sadu grójeckiego
to pieszczoty pól
złoconych witrażami warzyw

Jesienią
zostaną tu ślady
po urodzie lata
a w sen zapadnie
sad uroczy
jak w porach roku Vivaldiego

Ziemio moja
przesycona miłością i potem
i ty
liściu zielony
wiosną
znów się spotkamy

nad Molnicą
 

SEN O PORANKU

jestem
w pościeli mgielnej
rosa
u stóp legła
miękkie światło
rysuje kontury
pieszczotą ogarniam wdzięki
wstającego dnia

oddechem
wygaszam modlitwę traw
unosząc czule
kurtynę poranka
by słuchać
krzyku mew
treli ptaków
dźwięku słów
bicia w nas
tylu serc

o poranku
 

 

MIŁOŚĆ

nadeszła skrycie
zmierzchem
w ulewie namiętności
w kałużach pieszczot drżąca
wilgotność ust znalazła
by ciepłym
nocnym deszczem
odchylić gałąź młodą
zatopić w kwiatów bieli
falę uczuć
i tu
pozostać


W MOIM OGRODZIE

w aureoli szczęścia
przechodzę wśród roślin

nad murawą
mgłę srebrzystą
uwalnia aksamit poranka
drżą miliony
lśniących kul
zawieszonych w pajęczynie
za horyzontem znika
spracowany księżyc
wita dzień nowy
uśmiechnięty słonecznik

spod ziemi
wydobywa się nowe życie
------------------
wybiłem furtkę w przestrzeni
by podać rękę kwiatom
w ramionach niosę radość
a wokół bezmiar ciszy

TA ZIEMIA

Ziemia
majestatu pełna
w prostocie cnót tonąca
urzekająca
rumieńcem promienistych zórz
niezwykła
w łukach sztandarów tęczy
wspartych na horyzontu filarach
ziemia
śpiewem słowika sławiona
przykryta kultem niebieskiej kopuły
pieszczotą wiatrów owiana
zawisła w Słonecznym Układzie
by życia formy kreować

słońce jak lampa
barwy ziemi oblewa
lasów wzniosłych - warkoczy zielonych
pól płodnych - zapachem nasyconych
wód błękitnych -życiem napełnionych
tajemniczo urocza
w kąpieli gwiazd i księżyca

Ziemia
jak - hurtownia świata - ma wszystko
kaniony klify góry doliny ---
w niej klejnoty
opasane meandrami rzek przejrzystych
wśród tylu serc przyjaznych
tętniących jej miarowym rytmem

na niej - w r ó b l e i o r ł y -

tu ludzkie ślady
czas i ziemia zakrywa
tu miłości kraina
i cierpień przestrzenie
tu na ziemi jest mogiła
ona jedyna przytula nas wiernie
stąd droga do wieczności
po radość po zbawienie

niech przyświeca bez końca
zaletą przymiotów
- t a Z i e m i a -
na której nasz dom stoi
Polska
 

 

STANY GRANICZNE

Drży młodości liść,
miłość serce gna;
przewijają się marzenia,
radość w piersi gra...

Dobrze było nam,
jeść, gorzałkę pić;
brać blondynki na kolana,
kochać...! aby żyć.

Dziś, u kresu sił,
z oczu spływa łza,
utrudzonym emerytom
wzrok zasłania mgła.

Świat-nie cieszy już.
Reumatyzm masz.
Dyskopatia i korzonki
wykręcają twarz.

Na balkonie, tu,
nasadzimy róż;
zatęsknimy do młodości,
co minęła już.

Dobry Boże - spraw,
byś starości czas
błogosławił dla zbawienia
- póki życie w nas.
 

WIOSNA

barwami życia
świat zapłonął
ogień młodości
pragnienia wyzwolił
splot jedwabisty
otulił ciało
to byłaś ty
i wiosna
 

PRZYJDŹ

na Ciebie czekam
przyjdź
zapaliłem księżyc nowy
z gwiazd promieni sieć uwiłem
rozjaśniłem wszystkie cienie
byś czuć mogła się bezpiecznie
przy poświacie księżycowej
padnę dziś do Twoich stóp
i wyścielę Ci gwiazdami
drogę do krainy cnót
przyjdź
w osłonie trwałych pragnień
i zabłyśnij w życiu moim
- - - - - - - - - - - - - - -
zostań już
majestatyczną gwiazdą
z moich snów

 W PYLE DMUCHAWCA


Aniu
teraz gdy nie masz
ziemskich trosk
bo życie Twoje się spełniło
wciąż jesteś jedną
z wielu nas
w poezji życia…
a ono jakby
w śród nas było
jeszcze Twój oddech snuje się
po głębiach uczuć
w snach w zwierzeniach
smugi zapachu - nie starł czas
bo bukiet wspomnień
go zatrzymał

może nadejdzie taki dzień
że pogrążeni w skojarzeniach
na skwer przyjaźni
będziemy iść
pamięci promenadą
światła Twego
dla spełnienia
nim miną ślady
życia dni
--------
jak pył dmuchawca
 


PRZERWANY KONCERT

wiatr złościł się w resztkach liści
z łoskotem uderzał w gałęzie
jak w tańcu z szablami
dął chłodem unosząc żywiczny zapach
ambona myśliwska trzeszczała
wirując na koślawej sośnie
Eol ze smyczy uwalniał
odwieczne dźwięki leśnego chóru

odyniec kudłaty wielki jak rotunda
piękny jak sen
wyszedł z matecznika i mlaskał
czarny postrzępiony masyw leśny
maskował jego sylwetkę

nocne leże
ujawniało potęgę Dionizosa
tajemniczą wielkość natury
i mityczne znaczenie ostępów
tętent ścieżek zdawał się wskazywać
pęd zbłąkanych klaczy Diomedesa
wydawały się być tuż, tuż
a to tylko stado danieli gnało
do mrukliwego wodospadu

Eos zalewa szarozielonym świtem
mijamy bagna strumyki zbocza jaru
za górką pod racicami śpiewa śnieg
łania weszła w kadr lunety - daleko
przemykamy leśnym duktem
cichutko - jak barbarzyńcy
w las poszły tropy jeleni
w chaszczach
rozpierzchły się spłoszone sarny

gawędzimy na mrozie w napięciu
biała mgła otula nasze nogi
zajadamy bigos czekając na zmierzch
ogień cieszy się -strzępi jęzory
wiatr łamie gałęzie podrywa ptaki

w powietrzu zapachniało zwierzem
to Artemida wypuszcza dzicz na żer

nagle - wiatr zawirował
sypnął śniegiem w twarz
ambona groźnie jęknęła ---

las stroił instrumenty

odyniec popełnił błąd
- stanął jak posąg -

sroga cisza zapanowała wokół
---------------------
po strzale falowało echo
chaszcze grały dalej
kniei chór śpiewał
 

 

KOBIETO !

Oj, kobieto, oj, kobieto...
Sens istnienia, życia treść.
Ósmy Marca Dzień Twój, przeto,
Piszę wiersz na Twoją cześć.

Ty, dla której władcy świata
Nieraz swój ostrzyli miecz.
Ty, dla której płyną lata
Nigdy na przód, zawsze wstecz.

Ty, o którą staczał boje
Cesarz, walcząc o swój tron.
Ty, za którą w sklepie stoję
Po cytryny - jeśli są.

Ty, przez którą robią kanty,
Ci, co Ciebie pragną, lub
Ty, najmilsza z wszystkich ksantyp,
Z którą mnie połączył ślub.

Ty, uduchowiona, święta,
Zła, drapieżna niby zwierz.
Ty, na wszystkich kontynentach,
Biała, czarna, jaka chcesz!

Bajadera! Odaliska!
Z taką nazwą w słońcu lśnisz.
Ty, schylona nad kołyską,
I Ty, która w książkach tkwisz.

Matko moja, złota wróżko,
Której zawsze widzę twarz.
Ty podlotku, Ty staruszko,
Która z dziadkiem w karty grasz.

I Wy, których nie wyliczę,
Bo za mało miejsca mam,
Zdrowia i radości życzę
W Dniu Ósmego Marca Wam!

 

EKO-KROPLA?

Z bezmiaru wód
wybrałem kroplę małą.
W jej obiektywie
chcę oglądać
nieba błękit.
----------
O, kroplo!
W łoskocie świata
swój blask zgubiłaś...
Masz barwę!
Woń niemiłą!
Kroplo!...
Co cię zmieniło?
----------
Gdzie twych wód krystalicznych
kaskady?
Gdzie, rosa czysta?
Gdzie, zielenią spowite
Edenu bramy?

Chcę w tobie widzieć:
zdrowy uśmiech matki,
pola zielone,
rzeki faliste,
knieje...

O kroplo...! Co się dzieje?
 


DOKTRYNA SOBOTNIEJ NOCY

za drzwiami
życiowych wzlotów
akademika
samotnie w sobotnią noc
skupiam się jak w soczewce
nad prawami wszech nauk
rozgryzając gordyjskie węzły

za każdym z nich
przełykam przestrzenie marzeń
aż zapłonąłem jak Olimp
miłością wielką
by za chwilę
prostymi Euklidesa
zmierzać
do bogini miłości mojej

już u progu Jej azylu
dotykam punktu poza prostą
opisując czułą przestrzeń
aksjomatami urody absolutnej

dostrzegłem
że jestem o sto mil od sądów logicznych
a prozą wylewam symfonię uczuć
- - - - - -
musiałem przyjść
by temat zmienić
dla Ciebie czas swój chcę oddać
- - - - - -
wybacz
nie zniosę losu Wertera
dopnę
bym za miłość tej nocy
otrzymał Oskara
 



MARZENIA MIŁOSNE

jej dłoń...
bieży
ku spragnionym wargom
wokół śpiewa wiatr
i echo słów
- traktuj mnie
jak książkę otwartą
kreśl
na stronach dziewiczych
plany miłości
anektuj
bezdroża mojego ciała

czułem kołysanie
i świtem i zmierzchem

Afrodyto!
świątynio
mojego umysłu!

ostrzelany serią promieni
obudziłem się

wokół pustka...

tylko echo
falowało
z wiatrem

 

MOWA

słowa na wiatr
czy burza słów
i fanatyczna
mowa snów
w Demostenesa filipikach
siecze jak miecz
puszczony w ruch
- - - - - -
więc
ćwicz mowę swą
byś bólu nie zadał
- - - - - -
tu i tam

 


 

MÓW DO MNIE

nie
nie słyszę ciebie
mów do mnie
mów nawet szeptem
wymawiaj imię moje
krzycz
przekrzycz martwą ciszę
chcę ciebie słyszeć
mów do mnie
o miłości
o pracy
różnych snach
o smutkach i radości
mów do mnie
szkoda dnia
mów - słucham jest mi miło
mów - czekam na twój głos
mów w złości i radości
żartem do mnie mów
nie buduj wzniosłych zdań
chcę słów
z serca twego
z morza łez
miłością wspartych
i z ust twych drżących
mów
zanim zacznę słuchać
wylewaj z myśli swoich
ich tajemny skarbiec
mów gestem
mów gradem
mów deszczem
mów do mnie ciepłem słów
mów z żalem i dreszczem
nie zamykaj się na klucz
czekam wciąż
m ó w
 

WALCZĄCA AURA

trwa walka żywiołów
o wodę o słońce
o ziemię - matkę karmiącą
trwa bój
jak u rycerstwa Grunwaldu
huk gradu jęk wiatrów
obnaża łzy ziemi
zacięcie walcząc o wiosny tchnienie

i... nadszedł zwycięstwa czas
by mocą gorących promieni
symbol zimy i śmierci
- M a r z a n n ę -
uznać winną opóźnianiu się wiosny
i skazać na publiczne zatopienie
w odchłaniach wód

dosyć zgrzytu zimowych pancerzy
Boreasza swawolnych wojaży
już czuje się władzę Heliosa
w błyszczącej od żaru zbroi
precz zbrudzone śniegowe płaty
zostawcie wyrosłe pierwiosnki
i ziemię przekażcie
pracowitej wiośnie
zaorzemy zasiejemy
będą łany kwiatów rosły

nie bójcie się mężni rycerze
piorunów grzmotu i kry ruszenia
tu wkrótce zatrzęsie się niebo
i lasy i stawy i wód oceany
potem słońcem oblana gleba
wypali barwami wszelkimi
aż łuną pożarów zabłyśnie
owady zwierzęta i płazy
skąpane w deszczu słońcu i wietrze
odetchną w rozkoszach natury
a słuch ochoczo nastawią
by w dźwięcznym szumie
bocianich i żurawich skrzydeł
odbierać koncerty słowicze
które na pomoc wzywają
roje pszczół miodnych
spracowane latem
a znużone zimą
-------------
no - niech tylko wybuchnie wiosna
a nie spocznie
póki w słońcu nie zalśni
z ziemskich brylantów
E d e n utkany

UKOCHANA

Bywał maj, kwitły wonne bzy,
Rosła trawa, wicher szalał,
Pieścił zmysły, wyciskał łzy -
Deszcz tęsknoty serca spalał.

Mnie nadzieją wypełniałaś,
Gdy miłością oplątana,
Promenadą serc chodziłaś
Na spotkania - ukochana.

Brałem pasy bezpieczeństwa,
W słońcu grzałem słów miliony,
I pragnąłem do szaleństwa,
Być miłością upojony.

Chcę, na Ciebie patrzeć tylko,
Tulić ciało ukochane,
Rozkoszować się tą chwilką,
Brać od życia, co nam dane.

Zbudujemy dom z miłości,
Z naszych doznań, uczuć, marzeń.
Zaprzęgniemy się w powozie
Do radosnych życia zdarzeń.
 


FALE MIŁOŚCI

Czy formę słów użyję składną
By to, co czuję uzewnętrznić?
I słowem, spiąć jak żywą klamrą
- miłość budując, zła nie piętrzyć.

Pozwól mi chociaż, strzec do skutku
Tych, co nie widzą złudnej toni;
By nie wkładali siodła smutku
Na grzbiet niedoli, białych koni.

W darze miłości, z pragnień wielu
Wyrasta jedna myśl bezsporna.
Kiedy dopływasz do wrót celu
Czuwasz, czy fala jest pokorna.

Potem, odpływasz w dal nieznaną,
Osiadasz na życia mieliźnie…
Może zatęsknisz za kochaną,
W potokach bólu po spuściźnie?

 

TO NIE BYŁ SEN?

stałaś w otwartym oknie
otulona wiatrem
który pieszcząc twoje ciało
odsłaniał zwinnie
wdzięki miejsc tajemnych
wirował w górę i w dół i wokół
unosząc zapach namiętności
tonął w meandrach tęsknoty
aż osiadł na ustach
i zamarł w pragnieniach
a ty jak gwiazda
błyszczałaś z wnętrza

odbierałem zmysłowe sygnały
wyobraźnią
malowałem majestat twojego ciała
wierniej niż pędzel Rubensa
niebiański ogień podsycał uczucia
uczyłem się od wiatru
delikatności - porywem szarpanej
czułości - odwzajemnianej
i milczenia w uśmiechu zwartym
choć w ramionach
tuliłem tylko przestrzeń

oblubienica natury wciąż stała
przenikałem ją wzrokiem
myślą przywłaszczałem jej ciało
aż zrozumiałem
że Don Juan
a nie fantasta
ma we mnie schronienie
 


ILUZJA ŻYCIA

Od czarnych złudzeń, sielankowych snów
Prawda odstaje i kręci się łza,
Napełnia serca zwątpieniami słów,
A ból z cierpieniami w organach trwa.

Potem faluje na życia teren,
Miażdżąc nadzieje czerpane z nieba,
Jedząc codziennie kaszankę z chlebem
Już wiesz, że walczyć dalej potrzeba.

Gdzie się podziały jedwabne słowa
I ryk klasowy pod bramą Gdańska?
Sprytnym pałace i willa nowa,
W rękach narodu szabla ułańska.

Gdzie są wartości ponadzmysłowe,
Pielęgnowane przez pokolenia?
Cwanym fotele, stroje balowe...!
Heroizm ludu z walki nic nie ma.

Orle Biały! wzleć ponad chmury,
Chwyć pełnią grozy krwiożerców za twarz!
Zabierz centaurom ich wieczne laury
Z szalbierzy i zdrajców oczyść kraj nasz.

 

 


PO CO

... nie ma cię
idziesz
jesteś
i znów cię nie ma

po co tu idziesz
po co jesteś
po co rozpalasz w sercu żar
po co daremnie wznosisz żagle
pokręcasz życia mego ster
odrzucasz wszystko potem nagle
odchodzisz życia drogą wstecz
- - - - -
jesteś
odchodzisz
... nie ma Cię

po co

TY KTÓRY JESTEŚ

Ojcze nasz
czemu niebo Twoje
tak odległe
w przestrzeni i czasie
szukam go
we mgle mojej wiary

gdzie jesteś
Ty który rządzisz Wszechświatem
twarz Swoją tajemnicą otaczasz
nie chcesz
bym spojrzał w Twoje oczy
bo jak Temida
- opaską osłaniasz

jak Cię odnaleźć mam

wskaż drogę do Siebie
boś Ty w blasku wiecznym
ja w cieniu głębokim
oświetl drogowskaz
miłości i prawdy
podaj do nich klucz
i wspieraj mnie łaską
bo odrobina wiary mojej
nie wystarczy na wieczności dom
pomóż mi trwać
w zaułkach nadziei
którą w dniach
zdążających do Ciebie
wzbogacam różańcem
z gwiazd składanym

nie czekaj
aż słoną pianą osiądę
na życia mieliźnie
od Ciebie w oddali

oświeć nędzną świątynię
umysłu mojego
bym złotymi opisał strofami
żeś Bóg dobra nieskończonego
Pan nad panami
- - - - - - - -
prowadź mnie
do tych stron obiecanych ...



 

 

  2009  
BALLADA CIUŁACZA (par.)

1. Z wiatrem historii dopadłem raju,
W USA pracuję - nie tak jak w kraju.
Stojąc zasypiam, byle co jadam,
Lecz co do centa money odkładam.

2. Po trzech etatach zapadam w drzemkę,
Bo szmal zielony zbieram - jak stonkę.
Bywa, że w sklepie zapomnę płacić,
Bo chcę się szybko w życiu wzbogacić.

3. Skarbie jedyny! Dolarze święty!
Za ciebie, mogę być nawet ścięty.
Często w półmroku, nim sen mnie zmorze,
Wyciąg bankowy w skryciu otworzę...

4. Dostaję nagle histerne drgawki.
Mało na koncie!... z tymi z nogawki.
Żeby pomnożyć dochody moje,
Braciszka zdepczę, siostrzyczkę zgnoję…

5. Przysiąc ci mogę zbawczy dolarze;
Na każde draństwo w mig się narażę.
Wyczyszczę knajpę, nabłyszczę w.c.,
Zagram panicza, gdy w dom mój wrócę.

6. Wrodzoną dumę, mój kraj ojczysty,
Zamienię w pliczek dolców nieczystych.
Wynajmę siebie przestępczej mafii,
Ona sowicie płacić potrafi.

7. Nawet z folksdojcza wyrwę dolara,
Za bratnią sprzedaż ziemi pradziada.
Mały szwindelek lub narkotyki,
Wszystko to, łatwe daje wyniki.

8. Być, albo nie być, mieć coraz więcej!
Głód na dolara ziszczę, czym prędzej.
Zanim ojczyzna uzna mnie zdrajcą,
Ja się światowym określę znawcą.

9. Tym przesycony, codziennie siadam
W zbiorowym łożu, z nikim nie gadam.
Szału dostaję, że jakiś rodak,
Forsę upycha już w stary chodak.

10. Nie zniosę nigdy, po takiej męce,
By ktoś posiadał zielonych więcej.
Sprzedałem duszę, zhańbiłem ciało,
Dalej na koncie dolarów mało.

11. W głębokim żalu i nienawiści,
Od wewnątrz czyści mnie w tej zawiści.
Chandra mnie gnębi, lecz szybko minie,
Gdy krewniakowi podłożę świnię.

12. Nie musi wiele mnie to wzbogacić,
Tylko mój rodak - ma dużo stracić!
Choć do powrotu robię starania,
Zielona siła do pracy skłania.

13. Bracia, rodacy! Zróbcie mi zrzutkę,
Bo z przygnębienia zażyję trutkę!
Pożyczcie stówkę. Nie mamy! Oj nie!
Jutro zarobię, podrzucę wam dwie...

14. New York obskoczę, a na Well Street,
Wszystkich cwaniaków zadziwi mój spryt.
Miłe piranie - chlubo mych cieni -
Życie to koszmar z braku zieleni.

15. Święty dolarze! Zbaw moją duszę,
Jeśli się z tobą wiązać tak muszę.
Stoję tu oto w zastygłym pocie...
Co dalej począć? Życia nie psioczę?

16. Żegnajcie Stany, dolary barwne,
Czas jest zadziwić swe strony dawne.
Dolców napchałem do mych kieszeni,
Jadę porządzić do kraju cieni.

17. Tam ja zabłysnę, jak wuj życzliwy!
Skabluję zdrajców za pieniądz chciwy.
Rodzinną miłość wskrzeszę, ocalę...
Dam:”...Bogu świeczkę, diabłu ogarek.”

18. Co dzień po winie, poślubna noc.
Och! Jaką dolar ma czarcią moc.
Wszyscy się kłaniać będą mi nisko,
Wrócił jak panicz, a był cepisko.

19. Willę zbuduję, merca zakupię...
Resztę spraw ziemskich będę miał w pupie
Uschnę z tęsknoty skrawku zielony,
Za rajem, w tobie tu utraconym.

20. Czas na nostalgię mijał w napięciu.
Po dwóch dniach, stałem już na Okęciu.
Z marszu zaczynam kształtować życie.
Kolesiów spraszam na duże picie!

21. Tu im dziś mówię - panem się stałem,
A kiedyś szkolne problemy miałem.
Żniwo zbierałem, gdy Bóg odpoczywał,
Nie w moim stylu, by ktoś mnie wykiwał.

22. Z każdego kąta rozkosz się lała.
Dla mnie płynęła zieleń i chwała.
Tam, w Białym Domu, miałem poparcie
I zrywy polskie wspierałem uparcie.

23. Byłem lojalny. W połowie grudnia...
Bracia walczyli - ja spałem pół dnia.
A teraz dla nich grają fanfary!
Czuję się zdrajcą bez czci i wiary.

24. Nic po historii! Co tam Ojczyzna!
Zbierać zielone - wielu ten cel zna.
Złotówki dla mnie to drobne śmiecie...
Drodzy koledzy! Jak wy żyjecie?

25. Funduję w weekend lunch wraz z szampanem,
Daję się poznać, że ja tu panem.
Stawiam i gadam, film się urywa...
Kelner mnie świtem spod stołu zrywa.

26. Wręcza rachunek do zapłacenia,
Na który dolców w kieszeni nie mam!
Naiwnie brzęczą dwa polskie grosze.
Wybacz mi Panie..., tak bardzo proszę

27. Sądziłem, że to zdrowe ciułanie,
A to totalne wprost opętania.
Wniosek jest pewny. Radzę - pamiętaj!
Zieleń odurza! Przed nią, nie klękaj!
 

A GDYBY TAK

a gdyby tak pójść z Tobą
pod rękę
na przełaj
i myślą ogarnąć przestworza
wpleść w Twoje serce
synowską miłość
i wejść
na drogę do Boga

a gdyby tak
drogą mleczną pójść
i w blasku gwiazd
odsłonić serce Matki...
tam znalazłbym
miłości żar
osłodę mego życia
przy trwodze oddalania
- - - - - - - -
och
gdybym tak
oddalić mógł
niedolę Twego trwania
i grozę wnętrza Matki
w Jej czasie

p r z e m i j a n i a


BRAK MI CIEBIE

niby jesteś a Cię brak
brak mi Ciebie w dzień i nocą
brak w radości i rozpaczy
czemu często bywa tak
że mi Ciebie bardzo brak
że ja ciągle pragnę Ciebie
czy to dobrze że jest tak

dajesz siebie jaką jesteś
pełną wiary złudzeń żadnych
choć otwierasz serce swoje
jednak Ciebie zawsze brak
dajesz siebie troski pełną
pewną miłą i powabną
dałaś wszystko to co masz
a wciąż czuję Ciebie brak

brak mi ciepła Twoich ust
drogich wspomnień
czułych słów
choć w rytm pragnień
wszystko mam

czy miłości nam wystarczy
aby w niej wykąpać Świat
to nas łączy a nie dzieli
bo żyjemy ciągle tak
że nam wiecznie
siebie brak
 


CZEKAM NA SZTORM

W kroplach deszczu
Osadzam marzenia
Płomień serca
Rozpalam milionami świec
Rozgrzewam w sobie
Rozkosze miłości
Na Ciebie czekam
W labiryncie gwiazd

Do Ciebie wzlatam
Czułością napięty
W dłoniach
Trzymam spragnioną nadzieję
Ocean myśli
Napełniam uczuciem ---

I czekam
Na fale sztormu miłości

 

NAIWNOŚĆ

świat
zawirował u stóp
nabrzmiałe usta
pustoszyły zmysły
- - - - -
wyzwolona
obietnicą miłości
wspięłaś się
o zmierzchu --
opadłaś o świcie
drżąca jak liść osiki
- - - - -
omdlała od ciosu
słów niebacznych --

płakałaś deszczem
 


TO JEST POLSKA (par.)

Jeszcze nie zginęła Polska
i zginąć nie może,
póki polski rolnik z troską
swoją ziemię orze.

Wróć, wróć Wojtyło,
słowo się wypełniło.
Pod Twoją opoką
jedność z Europą.

Polska ziemia jest od potu
bogata i żyzna.
Tu, jest z Bogiem kult narodu,
honor i ojczyzna.

Wróć, wróć ...

W Bogu polska jest rodzina.
Naród z krwi poczęty.
Z nami Jezus i Maryja,
Izydorze święty.

Wróć, wróć ...

Tu, z krainy dla Polaków,
tu, gdzie Wisła płynie,
pozdrawiamy sławny Kraków
i papieża w Rzymie.

Wróć, wróć ...
 

 BO W MIEŚCIE BYŁY PRZECIĄGI

Powietrze
napędzane słońcem
wałęsało się po mieście
walka prądów
ocierała uszy przechodnia
wietrzny ocean
zatapiał w mroku ulice
i pchał mnie
pod dach
do jej serca

Z trudem szedłem
tęsknotą owiany
mijałem wciąż
obszary niskiego ciśnienia
piłem mleczną mgłę ---

Otulony marznącą mżawką
majaczyłem
w krainie baśni Andersena
zdążając na skrzydłach tęsknoty
do zapachu miłości

Rzucając się
w Jej otwarte ramiona
podchwyciłem
wilgocią ust wzmocniony
czuły szept

zmęczyłeś się
- - - - - -
bo w mieście były przeciągi

 

 M O D L I T W A

Panie, chroń mnie proszę
Przed mocą nieczystą.
Skróć pogardę ludzką
I karę wieczystą.

Chroń Panie od hańby
I zgubnego życia,
Gdzie kłamstwo i przemoc
Nienawiść podsyca.

Chroń od złej wolności,
Która twierdze wznosi,
Tu w umysłach naszych,
Choć jej nikt nie prosi.

Uzdrów demokrację-
Na co każdy czeka.
W ręce swoje Panie,
Weź losy człowieka.

Wyzysk, fałsz, obłuda,
co wciąż otacza świat,
Beztrosko króluje,
A ginie słowo brat.

W tym świecie znękanym,
Swój, Boży, wprowadź ład.
Popatrz na lud wierny,
On łaknie Twoich rad.

Nadaj motyw pracy-
Niech radość wyraża.
Osłoń sensem życie,
Które się zubaża.

Strudzonym narodom
Daruj swe przymierze,
By mogły pracować
I modlić się szczerze.

Niech moc wiary w Ciebie
Zjednoczy Kościoły,
A przyznać się do niej,
Niech nikt się nie boi.

Błagamy Cię nasz Panie,
Wyrównaj urwiska,
Przez które ludowi
Życie łzy wyciska.

Pozwól się zapytać,
Choć to niebezpiecznie,
Kiedy ześlesz radość?
Czy ból ma trwać wiecznie?

O Boże, nasz dobry,
Nie zwlekaj z pomocą!
Daj siłę narodom,
Otocz swoją mocą.

O! Ty, który jesteś...
A może Cię nie ma?
Wysłuchaj tych modłów.
Wskaż drogę do nieba.
Stanisław Orłowski
 

MOJE SŁOWA

... wielką przyjemność czynisz mi
Anetko Droga,
choć dla mnie, nie do miłości,
a do Boga droga.
 


PRAGNIENIA MŁODOŚCI

za oknem
świat rozjaśnia majowe słońce
w leśnych barwach
rozlał się odcień ciepłej zieleni

włożę cienką bluzkę
z dekoltem V
przewiewną spódniczkę
z lekkiego muślinu
we włosy wepnę
szkarłatną różę
- rozkwitająca
z nabrzmiałych pąków pragnień
promenadą serc pójdę
na spotkanie własnego świata
obszaru wrażeń doznań - młodości

nie zadrżę
gdy wsiadać będę
na statek miłości
unoszony
oddechami fal tęsknoty
gorących ust dotykiem wsparty
pędzony
rozkazem topniejących serc
przez zburzone morze nadziei

hen tam...
za horyzontem
zasadzę zrodzoną miłość
niech w mnogości ulata
do tych sfer nieznanych
pobudzona porywem namiętności
charyzmat wierności wzbogaca

powrócę
gdy serce szczelnie
miłością napełnię
choć może za oknem...
z m r o k
jak wyrok zapadnie
 



Warning: include(../../copyright.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/index.php on line 2233

Warning: include(): Failed opening '../../copyright.php' for inclusion (include_path='.:/opt/lampp/lib/php') in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/index.php on line 2233