Warning: include(../../connect.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/will.php on line 6

Warning: include(): Failed opening '../../connect.php' for inclusion (include_path='.:/opt/lampp/lib/php') in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/will.php on line 6
Serwisowi patronuje portal e-Grajewo.pl J. Matyskieła    S. Orłowski   

Józef Matyskieła (Grajewo)

 

Bóg się rodzi, czyli (niezła) szopka noworoczna

Była wiosna, lato, jesień. C d
Czyś z Grajewa, Suwałk, Łodzi, F C
wiesz, że zima wnet przyniesie C d
Białe Święta. Bóg się rodzi. F a

Śnieg przyprószył torów szyny.
Do stolicy mkniesz w pięć godzin.
Pan minister jest bez winy.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

Kolędników liczna zgraja
będzie z gwiazdą po wsi chodzić.
Na Świętego Mikołaja
będziesz czekać. Bóg się rodzi.

Rosną ceny, VAT się zmieni.
Prezent masz dla ciotki Lodzi
- brak prezentu ciotce Gieni.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

Kra się piętrzy, wały w wodzie.
Przed nami widmo powodzi.
Mądry Polak znów po szkodzie.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

Obwodnice, autostrady!
- śmiałe plany budzą podziw -
lecz z budżetem nie da rady.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

Burmistrza los dał nowego.
O co komu się rozchodzi?
Będzie gorzej? I co z tego!
Idą Święta. Bóg się rodzi.

„MLEKPOL” zgraną jest rodziną.
Doi starzec, doi młodzik,
rzeka mleka będzie płynąć.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

A weterynarzy sfora
od miesiąca strajkiem grozi.
Jak się dostać do doktora?
Matko Święta! Bóg się rodzi.

Jak daleko Małysz skoczy?
Wiatr w plecy czy mu przeszkodzi?
Adaś woli mieć wiatr w oczy.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

W Argentynie słońce praży,
nagie ciała, istny miodzik.
Hula wiatr po pustej plaży.
Idą Święta. Bóg się rodzi.

Pokazali na ekranie,
lecz czy kogo to obchodzi,
jak ląduje kot na ścianie?
Idą Święta. Bóg się rodzi.

W noc gorącą sylwestrową
każdy robi, jak wychodzi.
Palce traci ktoś, ktoś głowę.
Były Święta. Bóg się rodził.

W ogni blasku tysiąc twarzy
nad szczęściem się dziś rozwodzi.
Co się w Nowym Roku zdarzy?
Były Święta. Bóg się rodził.

Urodzajny roczek będzie.
Bozia da, że chleb obrodzi.
Kto straci, komu przybędzie?
Były Święta. Bóg się rodził.

Z Kazachstanu sprowadzimy
coś około ośmiu rodzin.
Więcej chyba nie zdążymy.
Były Święta, Bóg się rodził.

Do Smoleńska lecieć trzeba
- protestować się nie godzi -
choć się mgłą zasnuło niebo.
Były Święta, Bóg się rodził

Dziewięćdziesiąt lat ma babcia.
Do kościoła już nie chodzi.
Słucha radia drepcząc w kapciach.
Były Święta, Bóg się rodził.

Za czas jakiś na pytanie:
- Czy ktokolwiek z nas pamięta?
Odpowiemy z trudem na nie.
Bóg się rodził? Były Święta?
 

Grajewo, 31 grudnia 2010
 

 

 

Spokój wiejskiego podwórka

Po wizycie u znajomych w Leśnikach

Wzrusza mnie spokój wiejskiego podwórka. Podwórka, na którym żelazny wóz zatrzymał się wśród pelargonii na swój ostatni postój - tak, jakby gospodarz przed chwilą wyprzągł konie po powrocie z targu. Pod stajnią, na gwoździu wisi jeszcze wędzidło. Konie rozpłynęły się gdzieś we mgle i tylko czasem wśród wyjącego nocą wichru można usłyszeć ich rżenie. Przy studni, która nie ugasi już niczyjego pragnienia, dźwiga się ostatkiem sił zmurszały żuraw. Okrągły kamień od żaren, który nie wiadomo kiedy zmełł ostatnią garść ziarna, zatrzymał się w bezruchu wśród rabatek. By nie mącić ciszy, bociany przeniosły się z gniazdem na słup elektryczny na ulicy. Zamarły krzyki gęsiego stada, po którym została nikomu niepotrzebna pierzyna. Wróble omijają pusty kurnik. Gdzieś na strychu stoi kołowrotek, a na jego szpuli pozostał koniec nici. Siedząca na progu domu staruszka daje kotu karmę z puszki. Obok zamieszkali nowi sąsiedzi, przybysze z wielkiego miasta, o których nic nie wiadomo. Niestrudzona trawa porasta zachłannie ślady dawnych dni. I tylko w bezchmurne noce gwiazdy świecą równie jasno jak kiedyś.


Grajewo, 30 lipca 2008 roku J.M.
 

 

Polskie drogi

Dokąd tak szaleńcy pędzicie?
Nie miłe Wam chyba już życie!
Może szukacie mocnych wrażeń
goniąc przez zakrętów wiraże?
Ryzykanci i desperaci!
Przecież wszystko możecie stracić!
Czy odebrało Wam już rozum?
Chcecie cało wrócić do domu?
Popatrzcie tylko! Tuż przy drodze,
wszystkim kierowcom ku przestrodze
miejsca wypadków znaczą krzyże.
Do nieba stąd jest znacznie bliżej!
 

 

Ludzie maile do siebie ślą

Pani Profesor Zaniewskiej

Ludzie maile do siebie ślą
od Kołobrzegu do Leska.
Co dzień otwieram skrzynkę mą.
Ty ciągle milczysz Tereska.

Przemija lato, jesień tuż.
Pisałem kilka już razy.
Opadły dawno płatki róż.
Twe usta milczą jak głazy.

Byłaś niedawno pośród nas
uroczystości ozdobą.
Kto Cię usłyszy chociaż raz,
ten zaraz tęskni za Tobą.

Tyś żywe srebro, klejnot mów,
co słowem wzruszyć potrafi.
Jak dobra wróżka z dziecięcych snów.
Punkt jasny na fotografii.

Pięknej polszczyzny pragnę znów.
Tekstu, co serce me wzruszy.
Napisz więc proszę kilka słów.
Lżej niech mi będzie na duszy.

Serce żałośnie kołace,
gdy smutne są noce i dnie.
Nadziei jednak nie tracę.
Chciałbym kiedyś powiedzieć że:

Ludzie maile do siebie ślą
od Kołobrzegu do Leska.
Dziś napisała na skrzynkę mą
Pani Profesor Zaniewska.

Grajewo, dn. 15 września 2009 rok J.M.
 

 

Trendy mody

Mód bywają takie trendy,
co przechodzą do legendy:
Rock end rolla rytm szalony.
Spodnie dżinsy, sztruksy, dzwony.

Buty płaskie, na obcasach.
Opalanie na golasa.
Kostium toples lub bikini.
Moda maxi, midi, mini…

Dzisiaj przyszła moda taka:
wszyscy chodzą na czworakach
- jak szeroki kraj i długi -
brzegiem drogi, rzeki strugi.

Do rąk wziąwszy dwa kijaszki,
- dwie w plecaku wody flaszki -
na czterech stajesz kończynach,
jak małe dziecię, jak psina.

Chodzą wszyscy: „kruk i żaba”,
dziewczę młode, stara baba,
kuzynka i stryj ze Zgierza.
Kumpel z pracy się przymierza.

Babci wkrótce ósmy krzyżyk
i do raju coraz bliżej
- jak młódka żwawo pomyka,
ścieżką nad brzegiem strumyka.

Za babcią zaś dziadzio człapie,
chociaż z trudem oddech łapie.
To blednie, to się rumieni.
Kropelki ma wszak w kieszeni.

Więc rusz tyłek od stoliczka.
Zostaw Jasia Wędrowniczka
- w butelce blask jego złoty –
i wyciskaj siódme poty.


Z żoną, kochanką, dziewczyną.
Na przekór aurom, spalinom.
Śmiało stawiaj długie kroki.
Mówią, że to „nordic walking”.

Grajewo 20 września 2009
 

 

Suplement diety

Tabletek, mikstur i maści mocą
mniej bolą gardła i ciała pocą.
Kwasy tłuszczowe, te omega trzy
na zdrowe serce, spróbuj też i ty!

Na lepsze wiatry, jaśniejszą głowę,
pełniejszy uśmiech, drogi moczowe,
z telewizora, radia, gazety
co dzień nas kusi suplement diety.

Siłą witamin i minerałów
mieć piękne zęby i zdrowe ciało.
By była we mnie siła atlety
dziś mi potrzebny suplement diety!

Młode kobiety, kwiatów bukiety
aby odczuwać lepiej podniety.
Żebym zaciągał częściej rolety
dziś mi potrzebny suplement diety!

Dla Stanisławy i dla Elżbiety
pisać wierszyki, fraszki, kuplety.
By ze mną była wena poety.
dziś mi potrzebny suplement diety!

Poznawać ciągle życia sekrety.
Mieć bujne włosy, tworzyć sonety.
Nie tyć wciąż mając duży apetyt
czy mi pozwoli suplement diety?

Świat bezustannie porywa, nęci,
lecz mieć to trzeba zawsze w pamięci,
że na nic bale, nocne bankiety
gdy już potrzebny suplement diety.

Na mojej głowie coraz mniej włosów.
Bez włosów łyso. Żyć tak nie sposób.
Nosić kapelusz, czapkę, berety ?
Dziś mi potrzebny suplement diety!

Chory kręgosłup, chore kolana.
Tkliwe wieczorem i sztywne z rana
bo moje stawy trawi artretyzm.
Dziś mi potrzebny suplement diety!





Na wszelkie bóle, ciała słabości,
rozterki duszy, napady złości
czy dziś pomoże suplement diety?
Czy mi pozwoli dobiec do mety?

Żadne lekarstwa nie dadzą rady
gdy już połowa szóstej dekady.
Młodości naszej dzisiaj niestety
już nie zastąpi suplement diety.

Grajewo, 5 listopada 2010 r. J.M.

 

 

Przerwany lot


Katyński las,
żałoby czas,
i zniczy blask,
i werbli trzask
co wzywa do apelu.
Lecz próżny trud
- na żaden krzyk
nie stanie nikt,
choć leży tu ich wielu.

Tragiczna wieść,
i żal, i ból
rozdartych serc.
Rząd pustych miejsc.
i niemy tekst

Przeklęty las…
Złych zdarzeń splot,
złowróżbnych klątw.
Konarów trzask.
Przerwany lot
pokotem ciał.
To Bóg tak chciał,
by naród łkał!

Wygasły gniew
i śmierć wśród drzew.
Okrutny los.
Ofiarny stos.
Narody dwa
- słowiański ród.
Zdarzył się cud.
Niech zgoda trwa!

Zygmunta dzwon,
żałobny ton
i salwy grzmot
jak ostry grot
pierś mą przeszywa.
Głos trąbki porywa
i mokre od łez Twoje oczy.
Natrętna myśl:
- Jak dalej żyć?
Co jeszcze nas w życiu zaskoczy?
 

 

Mojej asystentce

To dla Ciebie wznoszę pochwalne peany,
powiernico wielu spraw poufnych i trudnych.
Ty i ja; to nasz nad wyraz duet zgrany,
co przeciw wyzwaniom zmierza krokiem równym.

Przez Ciebie na nowo odkryłem smak kawy.
Strażniczko od barku mojego kluczyka!
Los mi Cię zesłał w samą porę łaskawy,
by zapas słodyczy za szybko nie znikał.

Wysyłaj listy, łącz petentów rozmowy.
Bacz by nie znalazła się w druku usterka.
Mam jedno marzenie: By sprawdzić „stan głowy”
z Twego czasem chciałbym skorzystać lusterka.

Grajewo, 25 stycznia 2009 r. J.M.
 

 

W moim telewizorze

Jeden kanał, drugi kanał.
Tu reklama, tam reklama.
Przełączam na kanał trzeci,
lecz wszędzie to samo leci.

Unikalne specyfiki,
dające super wyniki:
na bóle i w krzyżu łamanie,
na długość i pogrubianie.

Reklama kociego żarcia.
Na biegunkę i zaparcia.
Cud - diety na odchudzanie.
W nowym proszku skarpet pranie.

Okazje do wybierania.
Spełnią Twe oczekiwania.
I każda z nich wyjątkowa.
Od reklam aż boli głowa.

Wszędzie filmy z Hollywood`u.
Gdzie nie włączę pełno blood`u.
Nowy serial się pokaże.
Lecz znowu te same twarze.

Znany aktor chudnie, tyje.
Artystka poprawia szyję.
Liposukcje i liftingi.
Pośladki odziane w stringi.

Autor tekstów się rozwodzi.
Dwa morderstwa w mieście Łodzi.
SMS-y i nagrody.
Przemówienia, lanie wody.

Ciągłe zamachy i wojny.
Człowiek przez to niespokojny.
W nocy wcale spać nie może.
Jak żyć dalej, Dobry Boże?

Znów afera z Palikotem.
Rzucanie mięsem i błotem
- to się kłóci nasz parlament.
Za cóż płacę abonament?


18 sierpnia 2008 

 

Oddajcie mi Pietrzaka

Czy pamiętasz nasz rodowód,
Od Lecha, Piasta i Kraka ?
I dumnie śpiewane słowa,
Piosenki Jana Pietrzaka ?

Do walki ruszała wiara,
Byś dalej nie mieszkał w krzakach.
Minęło lat paręnaście,
Nikt nie pamięta Pietrzaka.

Co dzień bełkotliwe śmiechy,
Czy też polityczna draka.
Zalew tandety i szmiry.
Brak na ekranie Pietrzaka.

Przy mikrofonie artysta,
Co to ni pies, ni sabaka,
Coś tam niezdarnie przedstawia.
Chciałbym oglądać Pietrzaka !

Gdy pusty chichot na scenie,
A rządzi widownią klaka.
W wolnym, bez cenzury kraju,
Ktoś zamknął usta Pietrzaka.

Znów słyszę tanie dowcipy.
Nie wiem: śmiać się czy płakać ?
Żeby Polska była Polską -
- Oddajcie mi więc Pietrzaka !

23 września 2008 rok
 

Żywot urzędnika


Do pracy chodzę już lat trzydzieści.
Słuchajcie zatem mej opowieści:
Urzędnik jestem, pracuję w biurze
- raz na sportowo, raz w garniturze.
Od poniedziałków i aż po piątki
załatwiam sprawy, stawiam pieczątki.
By zadowolić próżność petenta
główkuję nawet w soboty, w święta.
Sporządzam plany, zliczam tabelki.
Myślę więc sobie, że jestem wielki.
W poczuciu dobrze pełnionej roli
wracam do domu i … co mnie boli?

Żona od progu woła - O rety!
Przetarte łokcie, brudne mankiety.
Buty znoszone – nie stać na nowe.
Kiedy do forsy będziesz miał głowę?
Kiedy przestaniesz grzebać w papierach?
W końcu mnie trafi jasna ch….a.
Pomyśl o dzieciach i o mnie czasem.
Kiedy zarobisz porządną kasę?
Jak długo jeszcze mam klepać biedę?
Ty zawsze mówisz: – Kochanie … nie wiem!

Bezsenne noce, nerwy zszarpane
bo życie pełne jest niespodzianek.
Nieraz okrutnym zrządzeniem losu
- nie wiedzieć kiedy i w jaki sposób -
ważny dokument z szuflady znika.
Taki to żywot jest urzędnika.


Grajewo, 6 lipca 2010 J.M.

 

Rajgrodzkie wspomnienia

Tak niedawno mogłeś jeszcze
na rajgrodzkim bywać brzegu;
płynąc łódką moknąć deszczem,
w gronie bawić się kolegów.

Tak niedawno było lato
- teraz zima, chuchasz w dłonie.
Puch zasypał domki skrzatom.
Gruby lód skuł jezior tonie.

Dziś w jaćwieskiej kniei spokój.
Zieleń sosen w czapach śniegu.
Jakby większy mróz o zmroku
i czas zwalnia w swoim biegu.

Noc nad ziemią rozpostarła
gwiezdny płaszcz na nieba sferach
strojny w jasnej zorzy szkarłat.
W sercu smutek jakiś wzbiera…

Precz zmartwienia, na bok smutki,
a ty muzo graj na lirze!
Bo choć dzień jest jeszcze krótki,
to do maja coraz bliżej.

Ruszą lody w wód potoku.
Przyjdzie marzec, potem kwiecień.
Będziesz słuchać wiosny kroków.
O gorącym wspomnisz lecie.

Spotkamy się znów nad Neckiem
lub na zlocie w Białowieży,
bądź w Wysokiem Mazowieckiem
- od życia się coś należy!

Więc mój drogi Tadeuszu
z zimowego snu się ocknij!
Nie zasłaniaj czapką uszu,
żebyś nie przegapił wiosny!
 

 

Od północnej strony Podlasia

Panu Profesorowi Kobryńczukowi


Poezja Twa wszystkich wzrusza,
Piewco nasz Podlaskiej Ziemi.
W Twoim wierszu stara grusza,
rapsodie cmentarzy niemych.

Słońca wschody i zachody,
śpiew słowika co zachwyca.
Wianki przecudnej urody
i gładkie dziewczęce lica.

Wiosną na niebie skowronki,
pól jesiennych krajobrazy.
Zieleń nadbużańskiej łąki,
żywoty świętych bez skazy.

Myślę sobie tak już pół dnia
w pejzaże Twoje wpatrzony.
Ty je widzisz od południa,
ja zaś od północnej strony!
 

 

Mieć nosa

Ile ludzi jest na świecie, tyle jest nosów.
Są nosy Japończyków, Indian, Eskimosów.
Nosy czerwone i czarne, żółte i białe.
Ogromne, wielkie, duże, średnie oraz małe.

Nos miała Bielicka, ma Małysz i Kubica.
Mężatka, narzeczona, panna i dziewica.
Ma go Nosowski, Nosek, Nosal oraz Nosik.
Każdy nos nosi. Każdy nos swój mężnie znosi.

Są nosy charczące, świszczące astmatyczne.
Pylące, z katarem siennym i alergiczne
Walnięte, rozbite, krwawiące, rozkwaszone.
Stuknięte i złamane oraz przetrącone

Nosy wścibskie wtykane we wszystko i wszędzie.
Ciekawe o to co było, co dopiero będzie.
Spuszczone na kwintę, nie wytknięte z chałupy.
Nosy do bani i do kitu oraz do d...y.

Stare i pomarszczone, owłosione i kosmate.
Młode, jędrne i gładkie zimą czy też latem.
Kropkowane, piegowate i nakrapiane.
Łagodnie opalone, słońcem malowane.

Nosy zziębnięte, pociągające co chwilę.
Zawiane śniegiem, z zimowym, zielonym gilem.
Sine i obrzęknięte, faje zakichane.
W chorobie cierpiące i w czasie snu zatkane.

Zabłocone, zakurzone, szare i brudne.
Nieurodziwe, niekształtne nosy paskudne.
Zadarte, masywne i szerokie świeczniki.
Zagięte, zakrzywione, garbate haczyki.

Nosy długie, w miłości przeszkodą będące.
Raz w jedno oko, raz w drugie kochanków kłujące.
Całując taką panią wiele ryzykujesz.
Nigdy nie ma pewności czy oka nie wykłujesz.

Nosy zabiegane, zmęczone i zdyszane.
Mruczące i chrapliwe, cały czas zaspane.
Dziobate, ostre i szpiczaste aż do przesady
Nosy noszone dumnie i nie od parady.


Dzielnicowy, komisarz, sędzia, prokurator.
Szpicel i kapuś, ormowiec i denuncjator.
I każdy z nich niczym tropiący, myśliwski pies.
W wietrzeniu, niuchaniu i węszeniu mistrzem jest.

Nosy z kółkiem i ćwiekiem, zakolczykowane.
Papuaskie, szerokie piórami przetkane.
Afgańskie, babilońskie, perskie i tureckie.
Egipskie, bizantyjskie, rzymskie oraz greckie.

Mgłą osnute i flegmatyczne nosy angielskie.
Nosy wielbłądzie arabskie i izraelskie.
A w afrykańskiej, egzotycznej zaś krainie.
Czerń murzyńskiego nosa osobliwie słynie.

Sarmacki nos zażywający tabakierę.
Nos kupiecki wietrzący udany interes.
A czy już wiecie, kto nos miał znany w świecie tak?
Jasne, że kawaler Cyrano des Bergerac.

Zapytasz mnie pewnie jak to jest z moim nosem?
Skoro tak piszę o innych nosach z patosem.
Powiedzieć Ci mogę, że kiedyś nosa miałem.
Spośród wielu innych właśnie Ciebie wybrałem.


11 maja 2008 r.

 

Moja Inwokacja


Pradziadowie moi! Co po Was „się ostało”?
Pożółkłe zdjęcie, które cudem ocalało.
Gliniane skorupy w ogrodzie wykopane.
Miejsce spoczynku na cmentarzu zapomniane.
Brak tytułów szlacheckich, majątku, klejnotów.
W izbie pamięci kilka drewnianych przedmiotów.
Zapis w obcym języku w metryce widnieje.
Pogmatwana historia, trudne losów dzieje...

Zostały słowa modlitwy i pieśni ludowe.
Dni poświęcone Bogu, święta narodowe.
Wieszczów strofy krzepiące, niosące pociechę.
Ksiąg rymy składne, które trafiły pod strzechę.
Szacunek dla pracy i miłość do ojczyzny.
Przywiązanie do tradycji i ojcowizny.
Aż tyle zostało! Lecz to chyba nie wszystko?
Mam przecież noszone od pokoleń nazwisko.

3 maja 2008 r.

Jesienny wiersz

Pytasz mnie: - Czy mamy jesień?
-Tak, kochana to już wrzesień!
Szybsze zmierzchy, chłodne ranki.
Nad łąkami mgieł firanki.

Jabłka w sadzie się rumienią.
Liście żółkną i czerwienią.
Szorstki szelest suchej trawy.
Krok kotki wolny, niemrawy.

Dojrzały już jarzębiny.
Krzyk żurawi z oziminy.
Dym się snuje z kartofliska.
Szarość pustego ścierniska.

Wczoraj słota, dzisiaj słota.
Dużo deszczu, więcej błota.
Za oknami wiatr, szaruga.
A w kominku płomień mruga...

Kiedy serca dwa gorące.
Oczy jak ogień płonące.
Kiedy dłoń się z dłonią splata.
Jest jesienią pełnia lata.

 15 września 2008

 

Oblicza młodości

Tchnieniem młodzieńczej piersi
wołamy: „Co nam szkodzi,
by gór zdobywać szczyty?
Wszak świat zmieniają młodzi!”

Gdy ogień serca płonie
- wielka miłość przychodzi,
bo świat należy do nas.
Jesteśmy przecież młodzi!

Uśmiech fortuny sprzyja
i w życiu się powodzi,
bo szczęściu trzeba pomóc.
Jesteśmy ciągle młodzi.

Włos się srebrzy na skroni.
Pokusa wzrokiem wodzi.
Czerpiąc zachłannie z życia
jesteśmy jeszcze ... młodzi.

Katar żołądka męczy
- wszystko co dobre szkodzi.
Coś tam strzyka w kolanie.
Jesteśmy już niemłodzi.

Gdy sił w ciele ubywa,
ostrość zmysłów zawodzi.
Pamięć tęskna powraca:
Byliśmy kiedyś młodzi.

22 października 2008 roku
 

 

Fraszki


Członek rodziny

Był członkiem rodziny. Miał jedzenie z miską.
Nie minął czas jakiś. Znalazł się w schronisku.


Naturalny wybór

Utożsamiał się z sukcesami.
Porażki zostawił sierotami.


W kupie siła

Siła jest tylko w kupie.
Samotni pozostają w ... (tyle).


Cywilizacja papierów

Była epoka kamiennej, z brązu i żelaza siekiery.
W naszej cywilizacji dominują papiery.

Szkoda gadać

Szkoda gadać po próżnicy.
Rzekł, gdy zszedł już z mównicy.


O pewnej Pani

Stoi na ulicy od rana.
Najlepiej poinformowana.


Modlitwa biznesmena

Starożytny wieszcz napisał: - Nie wszystek wszak umrę!-
Więc daj dobry Boże mi z grubszym portfelem trumnę.


Słowo honoru

Wypowiada honoru słowo.
Lecz myśl ma nie honorową.


Osteoporoza

Dziewczyny z naszej młodości.
Gdzie one teraz są? W jakim stanie są ich kości?


Koledze z pracy, z którym dzielę komputer

Jasne, że więcej czasu potrzebuje facet w Twym wieku.
Ale przesadzasz! Pozwól mi już zrobić „Pandę” człowieku!


Zarzewie domowego ogniska

Jesteś zarzewiem domowego ogniska.
Iskierką uśpioną, która ogniem błyska.


Królowa

Nie jestem królem, lecz mam królową.
Moja ósemka ma koronę nową.

Domu ostoja

Jesteś domu mego ostoją.
Strzeżesz serce i kieszeń moją.


Życiowa konieczność

Człowiek czasami musi iść na układy.
Bez układów w życiu nie da rady.


Nasze osiągnięcia w M.E. 2008 w piłce nożnej

Jeden gol strzelony
z pozycji spalonej.
Mecz zremisowany.
-Leo why? -For money!


O pewnym panu

Przywódcą zapragnął zostać wkrótce.
Rozpoczął od spotkań przy wódce.







 
   

 



Wspomnienie z wczasów, czyli baby są gorsze.



Wiedzą to wszyscy ludzie, starzy oraz młodzi,
że wszelkie zło na świecie od kobiet pochodzi.
A wszystko się zaczęło od kuszenia w raju.
Grzech, podstęp, intrygę za oręż swój mają.


Wódz starożytny - Aleksander Macedoński,
widząc oddział wojowniczek amazońskich,
uszedł pospiesznie ze swym całym wojskiem w lasy.
Przegrana byłaby jego hańbą po wsze czasy,
Zwycięstwo zaś nie dałoby mu żadnej chwały.
Z babą nie wygra! Wie o tym męski świat cały.


W literaturze i historii kobiet chciwych,
przewrotnych, okrutnych, żądnych władzy, zdradliwych
było bez liku: Lady Makbet, Balladyna,
Królowa Elżbieta, Caryca Katarzyna,
czy Mata Hari, pani reputacji marnych -
szpiegomanka i sprawczyni klęsk militarnych.


Od tysięcy lat już, od zarania ludzkości
nękają nas choroby, różne przypadłości.
Nawiedzają katastrofy oraz liczne klęski.
Wiele nieszczęść - większość z nich ma rodzaj żeński:
Burza - nawałnica i gwałtowna wichura:
Powódź, trąba powietrzna i gradowa chmura;
Zamieć śniegowa, zawieja i zawierucha;
Szarańcza, wesz, osa, ćma i natrętna mucha;
Żmija - gadzina, żaba, okrutna modliszka;
Ropucha i traszka oraz kosmata liszka;
Upiorna zjawa, mara a także zmora.
Wiedźma - czarownica oraz inna potwora;
Rwa kulszowa, podagra, niemoc, impotencja;
Katarakta, skleroza, poety demencja;
Laksa - biegunka, tuberkuloza - gruźlica;
Ospa, cholera, dżuma i febra - zimnica;
Odra, szkarlatyna i złośliwa anemia;
Grypa - hiszpanka oraz inna epidemia.



Żeniąc się mój chłopcze, miej to w swojej pamięci:
Będziesz rodziny głową, którą szyja kręci.
Będzie czarować ubiorem, wonią perfum nęcić,
mamić makijażem, aż wokół palca okręci.
Będzie ciebie urabiać, dziurę wiercić w brzuchu.
Wokół niej będziesz tańczyć, aż zabraknie ci tchu
Zbije na kwaśne jabłko i nie da się wypłakać.
Jak zagra, tak będziesz musiał śpiewać i skakać.
Kieszeń twą będzie pustoszyć, rujnować i gubić.
Na koniec ci rzeknie: „Krokodyla daj luby”.
Gdy cię już zdobędzie, wykorzysta i rzuci.
Zrani serce, wyjdzie bokiem, duszę zasmuci.


Będąc sobie na wczasach nad brzegiem Bałtyku
- obok zaś żona z córką leżą na kocyku –
doszedłem do wniosku ciągnąc różne wątki:
Od każdej reguły są przecież wyjątki!
Mając to na uwadze, powiedzieć wam mogę:
Pośród innych kobiet moje są wyjątkowe!


P.S.
Mój drogi młodzieńcze nie wierz temu poecie.
Lichy poeta podążył fałszywym wątkiem.
W życiu idź tylko za głosem serca, bo przecież
wyjątek jest regułą, a reguła wyjątkiem!



4 lipca 2008 roku

 


Człowiek nie zwierzę


Mówił mi kiedyś profesor stary,
- noszący rogowe okulary –
że każda krowa swoje rogi ma.
Nie jeden róg, lecz rogi dwa.
Jeden róg ma tylko: nosorożec,
mityczny koń z rogiem – jednorożec
i dzioborożec, lecz ten to ptaszek
i nie należy do paczki naszej.
Oprócz zaś byka, kozła, barana,
Nierogacizną reszta jest zwana.

Człowiek nie zwierzę lecz rogi miewa.
Choć bardzo dawno zszedł już z drzewa,
i w życiu ludzkie ma zwyczaje –
czasem się jednak zwierzęciem staje:

Gdy jesteś młody i silny jak tur,
rączy jak jeleń – przeskoczyłbyś mur.
Korzystasz z życia. Po świecie ganiasz,
aż Ciebie usidli jakaś łania.
Stajesz się wtedy przywódcą stada.
Lecz naprawdę ona Tobą włada.

Przy braku racic i sierści braku,
żona Ci mówi: „ - Lecz się bydlaku!”,
i Twoją godność ludzką obraża.
„ - Pytaj o pomoc weterynarza,
bo ludzki lekarz Ci nie pomoże!”
Jakaż to hańba. O Dobry Boże !

Pracujesz ciężko i tyrasz jak wół.
Nim się obejrzysz mija życia pół.
Nie wiedząc kiedy, z nie swojej winy,
jesteś rogaczem z jej to przyczyny.
Gdy się już znudzisz, żona cię zmienia.
Innego wtedy szuka jelenia.

Inna Ci powie: „ - Ty stary capie”,
Gdy leżysz rano na swej kanapie.
„- Na amory przyszła Ci ochota ?
Przestań się byczyć, czeka Cię robota!”
Zdesperowany warkniesz nerwowo:
„ - Odczep się wreszcie ty wredna krowo!”


Ja jestem spod koziorożca znaku.
Baran – to żony jest znak Zodiaku.
Jeden i drugi – oba rogacze.
Przez to życie pełniejszy ma smaczek.
Ja zaś mam również rogatą duszę.
Wymyślam satyry, choć nie muszę.


24 lipca 2008 roku
 Pierwsza letnia burza


W parne popołudnie, kiedy upał wszystkich nuży
nadbiegają tłumnie obłoki - posłańcy burzy,
zakrywając słoneczny błękit. Gdy niebo skąpi
ziemi wilgoci, nagle deszcz zaczyna siąpić.
Z oddali słychać już pomruki – pierwsze grzmoty.
Pies wylękniony wyjść z budy nie ma ochoty.
Przecina niebiosa błysk od czasu do czasu.
Wody sina ściana na tle ciemnego lasu
zawisła. Odgłos wiatru w kominie rozbrzmiewa.
Będą mogły wyszumieć się szczęśliwe drzewa
strzegące wiejskiego domu - ludzi schronienia,
którzy czekają przejścia burzy uderzenia.

Pierwszy to, tak gwałtowny żywioł tego lata.
Nadchodzi ciemną chmurą, że nie widać świata.
Ryczy jak lwica. Z łoskotem rzuca garnkami,
toczy z hukiem kamienie, razi piorunami
niczym ogromne ramię Bogów w srogim gniewie.
Róg niebieski – gra koncert w deszczu ulewie.
Wichurą drogę ptakom do gniazda wydłuża
i podmuchami cichą toń jeziora wzburza.
Dziewczynę idącą polną drogą zaskoczy.
Letnią sukienkę do suchej nitki przemoczy.
Czasem jest gwałtowna i przynosi zniszczenie.
Odchodzi szybko dając życiu nowe tchnienie.

Gdy już ucichnie echo po ostatnim grzmocie
i ożyje zieleń mchu na drewnianym płocie -
maluje nasz szary świat tęczy kolorami
i nasyca powietrze kwiatów zapachami.
Przynosi wysuszonej ziemi ukojenie.
Gasi też piskląt w gnieździe bocianich pragnienie.
Przysparza budulca dla gniazda jaskółczego.
Daje pogodny poranek dnia jutrzejszego.
Mocniej pachnie bez, a słowik weselej śpiewa
i młode listki rozwijają się na drzewach.
Widać radość brodzących po kałużach dzieci.
Po burzy słońce na niebie jaśniej nam świeci.

17 maja 2008 r.

 

 Zapomniana Ścieżka

Ścieżko polna wydeptana stopami pokoleń !
Prowadziłaś synów tej ziemi w ich codziennym znoju.
Wiodłaś utrudzonego wędrowca pośród pachnących chlebem łanów.
Byłaś chwilą wytchnienia w cieniu rosnącej przy tobie gruszy.
Koiłaś chłodem wieczornej rosy zmęczone stopy.
Byłaś miedzą wśród pól i miejscem rozmowy z sąsiadem.
Pieściłaś bose stopy idącej do kościoła kobiety.
Cieszyłaś oko przechodnia widokiem jutrzenki i zmierzchu dnia.
Byłaś ulotną chwilą spotkania z ukochaną dziewczyną.
Zaorano cię dla szerszego zagonu.
Rozerwał cię pług, bo tak było prościej.
Poszłaś w zatracenie, bo było za wąsko dla traktora.
Rozpruto cię dla większego o kilka snopów plonu .
Skazano cię na nicość w pogoni za zyskiem.
Odeszłaś w zapomnienie.


9 marca 2008




Warning: include(../../copyright.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/will.php on line 1120

Warning: include(): Failed opening '../../copyright.php' for inclusion (include_path='.:/opt/lampp/lib/php') in /home/e-grajewo.pl/www/dzialy/sztuka/will.php on line 1120