Łukasz    data: 2010-03-11 14:24:29
Szczęść Boże, czy to prawda, że ten człowiek, który nigdy nikogo nie kochał nie może trafić do nieba?

ArtZG    data: 2010-03-10 14:25:13
Sczesc Boze Mam takie pytanie .Moze sie ono wydac banalne przy poruszanych tu problemach. Ciekawi mnie to kiedy zostala napisana biblia i skad ludzie wiedzieli ze np.pierwszy czlowiek to Adam. Czy to Bóg objawiał prorokom? Ja jestem gleboko wierzacym i chciałbym wiedzieć jak najwiecej szczegolow na ten temat :)

Ksiądz    data: 2010-03-09 14:50:09
Witaj Heleno! Bardzo się cieszę, że konsekwentnie zmierzasz do wyznaczonego wspólnie celu! Jeśli chodzi o poruszoną przez Ciebie kwestię to właśnie Ty jesteś w tej materii w sposób szczególny wyróżniona - bo wiesz lepiej niż inne kobiety, czym jest dar życia. To w kontekście problemów nagłaśnianych obecnie w Polsce nabiera jeszcze ważniejszego wymiaru. Kiedy czytam reklamy rozwieszane przez organizacje feministyczne w Łodzi, zachęcające do wyjazdu na Wyspy Brytyjskie, aby tam dokonać aborcji i słyszę Twoje słowa zaczynam mocniej myśleć. Dochodzę do wniosku, że Ty jak mało kto nadajesz się na takiego "Anioła Stróża" najbardziej bezbronnych ludzi. Nie będę dalej rozwijał tego wątku zachęcam do odwiedzenia np. http://mojemaleaniolki.blog.onet.pl/ - je nie mogę nigdy doczytać tej strony, nie mam sił:(. Po tym, także ważnym wstępie powiem, że nie podoba mi się samo stwierdzenie "mieć dziecko". Mieć można buty, dom samochód, czy np. krowę; ale z dzieckiem można co najwyżej być! Jest to ktoś tak niebywale bliski, lecz zarazem nie nasz, nie mój. Takie "przedmałżeńskie pytanie" ma sens! Może właśnie w tej chwili poczyna się pod sercem jakiejś matki życie, które chciałoby Was "zaadoptować"? Obdarować radością rodzicielską, miłością dziecka, szczęściem...? Tego także trzeba pragnąć, chcieć. A kiedy już przyjmie się życie do katolickiej rodziny - to wychowuje się je po katolicku. Heleno razem ze swoim przyszłym Mężem macie na tym świecie tyle do zrobienia, tyle piękna do odkrycia. "Cokolwiek uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych - mnieście uczynili"! Szczęść Boże! ks. Jarosław

Helena    data: 2010-03-09 07:20:02
Szczesc Boze!Dziekuje za odpowiedz.Od niedzieli chodze na kurs przedmalzenski.Jestem bardzo zadowolona z tych spotkan,ale jedna rzecz nie daje mi spokoju.W protokole przedmalzenskim jest pytanie "Czy zamierzamy przyjac potomstwo w malzenstwie i po katolicku je wychowac?Jak mam postapic jesli wiem ,ze nie moge miec dzieci.Pozdrawiam.

Magda    data: 2010-03-08 23:45:03
Szczęść Boże. Prawdopowodnie moj problem jest nie wielki jednak przeszkadza mi on w pojściu do spowiedzi i w ogole pojsciu do kościoła. Ostatnio u spowiedzi byłam dokładnei rok temu. Przypomniało mi sie z jaką swobodą rozmawiałam o sobie o moich grzechach problemach - właściwie o wszystkim z duspasteżem młodzieży. Jego autentyczność i ciepły uśmiech dodawały mi nieco wiecej odwagi dla tego w tedy powiedziałam mu wiekszy kawałek mojego życia jednak gdy wchodze do kościoła z myslą że w końcu sie wyspowiadam ogarnia mnie strach. Ogromny strach który nie paraliżuje mnei tylko w strefie umysłowej ale i cielesnej - zdaza mi sie mdlec. Jestem świadoma że Bog i tak wie co zrobiłam jednak wypowiedzienie tego wszystkiego do osoby tak bliskiej Niemu jest trudne. Boje sie powiedzieć całej prawdy ze zwgledu na myśli Ksiedza i jego slowa. Czesto trafiałam na zdenerwowanego lub Ksiedza który po prostu miał zły dzień i krzyknął, podniusł za wysoko głos, za mocno skarcił - przez to zaczełam miec jeszcze wieksza bariere. Teraz czeka mnie wyspowidanei sie z całego roku - tym razem jest troche wiecej rzeczy do powiedzienia zwiazanych z mlodziecza miłościa, wybrykami, depresją. Nie chce by ktoś na mnei krzyczał ani zeby mnie zle zrozumiano... Jest jeszcze problem w tym że nie za wszystkie grzechy załuję bo jednak laczą sie one z chwilami któe były wspaniałe , miłe pełne usmiechu. Chodzby okłamanie rodziców by zobaczyc sie ze znajomymi i pojść sie napic - i mimo kłamstwa podwojnego (bo nei jestem pelnoletnia) było naprawde miło. Nie wiem co w takiej sytuacji mam zrobić? po prostu powiedziec że załuje za wszystko mimo ze bardziej w glebi czuje ze naprawde było fajnie i nie za bardzo zaluje . Owsze czuje ze to nie powinnam klamac jednak sa momety w zyciu kiedy klamstwo samo wrecz wylatuje z ust. Bardzo bym prosiła o odpowiedz. Z góry dziekuje. :)

Ksiądz    data: 2010-03-05 12:03:28
Witaj Heleno! Kurs przedmałżeński to zasadniczo cykl spotkań, dotyczących takich dziedzin jak teologia, prawo kanoniczne, psychologia, pedagogika, a nawet w pewnym sensie kwestie medyczne. Równie dobrze może on "wyglądać" jak dokument, w którym jest napisane, że dana osoba ukończyła cykl takich nauk. Zazwyczaj Kurs Przedmałżeński prowadzony jest w ramach katechezy w klasie maturalnej, w większych parafiach szczególnie w tym czasie (Wielki Post, bywają tez i indywidualne spotkania z prowadzącymi osobami, ale to nie jest częste. Z Bogiem ks. Jarosław

Stynka    data: 2010-03-03 15:10:14
Dziękuję za informację. Znalazłam adwokata, który zajmie się moją sprawą. Zapoznałam się już ze skargą powodową i zmierzam ją roszerzyć bo nie zgdadzam się z tym co on tam napisał.Raz jeszcze dziękuję. Pozdrawiam serdecznie! Stynka

Helena    data: 2010-03-03 14:45:23
Szczesc Boze!Prosze księdza chcialabym sie dowiedziec jak wyglada kurs przedmalzenski.Z gory dziekuje za odpowiedz.Serdecznie pozdrawiam.

Ksiądz    data: 2010-03-03 13:35:48
Witaj Stynka! Oto odpowiedź na Twój problem: Pani mąż złożył z pewnością pismo w sądzie zaskarżająć ważność zawartego małżeństwa. Podstawą prawną na której oparł swoje twierdzenie jest kan. 1093 n. 3 .Stanowi on, że niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotne obowiązki małżeńskie. Przepis ten dotyczy osób, które - z racji psychicznych - nie są w stanie podjąć i wypełnić obowiązki małżeńskie. Te racje psychiczne nie oznaczają choroby psychicznej, jak wielu sądzi. Chodzi tu o pewnego rodzaju anomalie psychiczne, które uniemożliwiają podjęcie istotnych obowiązków małżeńskich takich jak tworzenie pełnej międzyosobowej wspólnoty małżeńskiej, podjęcie obowiązku zrodzenia i wychowania potomstwa oraz obowiązek troski o jedność i wyłączność więzi małżeńskiej. Wśród najczęściej spotykanych anomalii psychicznych wymienia się: patologicznie niedojrzałą osobowość, typu zależnego (chodzi o silną zależność dziecka np. od rodziców, co uniemożliwia opuszczenie domu rodzinnego i tworzenia własnej odrębnej wspólnoty), narcystycznego, itp. Do tych anomalii należą też różnego rodzaju uzależnienia psychiczne jak alkoholizm, narkomania, toksykomania. Inne anomalie związane są ze sferą psychoseksualną i należą do nich: homoseksualizm, erotomania, oziębłość seksualna. Patologie te muszą występować w chwili zawierania małżeństwa. Tylko wówczas można mówić o nieważnej umowie małżeńskiej, gdy jedna ze stron była obciążona wyżej wspomnianymi zaburzeniami w momencie ślubu. Z tego co Pani napisała, tylko ogólnie zostało podane, że skarga dotyczy niezdolności do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej po Pani stronie. Jednak proces nie może ważnie być prowadzony bez poinformowania strony pozwanej o tytule z jakiego będzie on prowadzony. Zatem na pewno będzie miała Pani możliwość zapoznania się ze skargą powodową i zabrania głosu w tej sprawie. Z pewnością otrzyma Pani stosowne pismo z zapytaniem, czy zgadza się Pani z twierdzeniem Pani męża. Jeżeli nie to można całą tę sprawę wyjaśnić, a co więcej może Pani poprosić o rozszerzenie przedmiotu sporu np. o niezdolność do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przeyczyn natury psychicznej po stronioe powodowej (Pani męża) gdyż był uzależniony w swych decyzjach od swojej matki i nie był w stanie stworzyć z panią normalnego małżeństwa (oczywiście o ile tak było) albo też o inny tytuł. Prośbę swoją oczywiście trzeba uzasadnić i najlepiej podać świadków, którzy potwierdzą pani twierdzenia.. Będzie Pani informowana o kolejnych etapach procesu. Z Bogiem ks. Jarosław

Ksiądz    data: 2010-03-02 11:26:13
Witaj Chmurka 38! By odpowiedzieć jak to jest z miłością, trzeba zadać sobie pytanie dotyczące prawdy, bo tylko ona może nas wyzwolić. Jak można mówić o obiektywizmie – bez prawdy, nie znając jej. Czy nie będzie próbą odpowiedzi na pytanie dotyczące miłości powiedzenie, co nią nie jest? Czy to co między Wami zaszło, a prawie skończyło się – nazwiesz miłością? Ja chcę Wam pomóc, bo to nie jest tylko Twój problem – to tragedia całej Waszej Trójki (rozumiem, że macie jedno dziecko) i wielu rodzin Wam podobnym! Nie o grzechu pragnę tutaj mówić, a o prawdzie. Kiedy podejmowaliście współżycie przed ślubem – Bóg zszedł raczej na plan dalszy, ale kiedy dochodzisz do punktu, który smutnie opisujesz – On stoi przy Was i gotów jest Wam pomóc. Pytania, które stawiam, nie mają na celu pogrążyć Cię w smutku, a wesprzeć - z tym, że wymaga to prawdy. I tak samym faktem stawianych pytań okazujesz się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna od tych, którzy (być może – nie wiem, co sądzi Twój Mąż) takich problemów nie podejmują. Czy idąc chora do lekarza – powiesz, że masz tylko katar, czy w odpowiedzi na jego pytania dodasz, że masz także gorączkę, łamię cię w kościach…itd. Ty próbowałaś swój problem zawrzeć w paru zdaniach, które opisywały dziesiątki lat, i również w paru zdaniach oczekiwałaś odpowiedzi. Tak się nie da. Rozmawiając ze sobą, stawiając kolejne pytania, opisując doświadczenia zaczynamy powoli odkrywać sedno problemu i wyniszczającej Was choroby. Już zauważyłaś (z pewną nutą irytacji), że temu co się teraz między Wami dzieje – i Ty jesteś współwinna. Waszą tragedią miłości, która umiera – możesz wystawić wspaniały i pouczający pomnik miłości prawdziwej lub jak opisałem zgorzknieć w „półmroku półprawd”, ewentualnie zbuntować się przeciw Bogu i Jego Prawom, nieuchronnie zmierzając ku śmierci. Masz rację – te słowa pisze także człowiek grzeszny, może jeszcze bardziej niż inni, z resztą już zaczęłaś mnie spowiadać – to też dobrze!. Ja zachęcałbym do rozmowy, ale to Twój wybór co nam pozwolisz usłyszeć, dokąd obdarować szczerością wypowiedzi. Pozdrawiam Was – ks. Jarosław

monika0603    data: 2010-03-02 10:12:17
Witaj chmurko. Myślę, że bardzo wiele kobiet i małżeństw w tym kraju ma taki własnie problem, chodzi mi o brak miłości i zrozumienia w małżeństwie. każdy człowiek jest na swój sposób egoistą i próbuje układać sobie świat i życie osobiste według własnych potrzeb, nie patrząc na drugą osobę. Należy jednak pamiętać, że kiedyś staniemy przed Bogiem a tak naprawdę nie wiemy kiedy to się stanie i on Nas zapyta: Twój mąż poniżał Cię, nie szanował i co z tym zrobiłaś, co zrobiłaś z tym talentem który ci dałem, stając się Jego żoną byłaś za niego odpowiedzialna do końca życia. Miłość Chrystusa jest inna niż ta nasza ludzka i On powinien być naszym najlepszym nauczycielem. Chrystus nie kochał tylko przyjaciół, a nawet jak upominał faryzeuszy czynił to z miłości aby otworzyć im oczy, przebaczył tym którzy Go pluli, poniżali i w okryty sposób zabili, to jest najpiękniejsza, bezinteresowna miłość. Czasem nam się wydaje, że pan Bóg o nas zapomniał, że nie słyszy naszych modlitw ale to nieprawda, On po prostu wie co dla nas najlepsze, zna nas przecież lepiej niż my sami siebie. Myślę, że powinnaś modlić się o to abyś umiała pełnić wolę boża, a na dzień dzisiejszy jest to twoje małżeństwo. Pozdrawiam. Trzymaj się!!!

chmurka38    data: 2010-03-01 21:01:09
nie proszę księdza o rozgrzeszenie, nie wiedziałam, że takim problemem stanie się pytanie dotyczące miłości. Nie chcę opisywac swego życia, nie użalam się. Kiedy ktoś pyta księdza, kiedy jest Boże Narodzenie, wydaje mi się, że ksiądz odpowiada 24.12, nie nawiązuje do całej historii związanej z narodzinami. W moim przypadku oczekiwałam odpowiedzi konkretnej aczkolwiek obiektywnej. Zwróciłam się do księdza, nie do koleżanek, a jednak nadal wymijające są odpowiedzi księdza. atakuje mnie ksiądz za współżycie przed ślubem tak jest to grzech, nie jestem święta, jestem ułomnym człowiekiem w swym postępowaniu, podobnie jak księża, którzy też nie są święci w swym życiu, chociaż celibat zobowiązuje. W ogóle może napisze tak, jeśli ksiądz nie chce odpisywac na moje notki, proszę to napisac, więcej nie będę księdza niepokoiła swoimi wpisami.

Ksiądz    data: 2010-03-01 09:28:21
Witaj Lemoniada4! Ja od odpowiedzi nie uciekam, ja tylko dopytuję. Bardzo chciałbym, abyśmy starali się dotrzeć do całej prawdy, nie tylko odkryli jej część, gdyż to prowadzi do nawet większych nieszczęść (znasz mit o Edypie? On od wyroczni posiadł wiele informacji o swej przyszłości, ale gdyby znał całą prawdę, jego los byłby inny!!!) Ja bardzo nie lubię sytuacji, kiedy ktoś opisuje swój problem, unikając wyjawienia wszystkiego, a skutkiem tragedii obarcza w ostateczności Boga lub Kościół (z jego skostniałymi prawami). Zatem, czy mógłbym stwierdzić, że u podstaw Waszego związku leży grzech współżycia przedmałżeńskiego, a nie jakaś tam cudowna bajka wzajemnych wyobrażeń o sobie? Teraz po 19 latach, dźwigania konsekwencji tego grzechu - masz dosyć? Wiem, że te słowa są bolesne, nawet ze swoistym "uproszczeniem", ale czy nie odsłaniają przed nami większej części prawdy o nas? I co teraz za namową życzliwych koleżanek, swoją przyszłość masz zbudować - jak one podpowiadają na kolejnym grzechu? (jestes młoda wyluzuj, kogoś poznasz itp.)Przeanalizujmy w prawdzie Wasze życie, przydałby się w tej dyskusji i głos Twojego Męża, ale skoro Jego tutaj nie ma, starajmy się być "do bólu" prawdziwi, albo od razu powiedzmy, że wolisz użalać się nad sobą w "półmroku półprawd" słuchać życzliwych podszeptów do kolejnych grzechów i żyć w glorii męczennika za rodzinę, dziecko i zasady wiary, które taki los mi zgotowały. Zatem - rozmawiamy dalej? Z Bogiem - ks. Jarosław

chmurka38    data: 2010-02-28 23:27:52
przepraszam za zmianę nicku lemoniada4

lemoniada4    data: 2010-02-28 21:46:26
Witam księdza i dziękuje za zapoznanie się z moi wpisem. Prawdę mówiąc dyplomatycznie ksiądz wybrnął z odpowiedzi, nie takiej odpowiedzi się spodziewałam. Mam 40 lat, wyszłam za mąż bo byłam w ciąży, pyta ksiądz skąd wyszliśmy, fajnie, początek jak w każdej bajce było fajnie, później po roku małżeństwa mąż mnie uderzył, za co, za to że nie kupiłam masła i nie miał rano jak zrobi kanapek do pracy, później róznie bywało. Nie chcę do tego powracac i się rozpisywac. Wiem na czym polega małżeństwo, wiara, modlitwa. I proszę nie kazac mi się modlic, że wszystko się ułoży, bo cały czas to robię. Raczej szukam słów, pomocy tu i teraz, dla mnie. Rady którą mogę się pokierowac, nie chcę użalac się koleżanką i wysłuchiwac, jestes młoda wyluzuj, kogoś poznasz itp. Chcę zrozumiec co jest z tą miłością, co kiedy serce i tak i tak poszukuje. Jestem kobietą więc szukam mężczyzny, zrozumiałe, nie jestem siostrą zakonną, która potrafi ofiarowac serce i całą miłośc Bogu, jestem prostym człowiekiem chce kochac i byc kochana, wiec nie rozumiem, tkwic w małżeństwie ze strachu, bo tak wypada, bo slub kościelny. Więcej dobrego czasami człowiek by zrobił będąc sam niż w takim małżeństwie, co z sytuacją kiedy wysiada się psychiczni i myśli się o samobójstwie. Bóg jest miłością wybacza, kocha, my jako ludzie tak do końca nie wiemy czy Bóg wybaczy nam odejście od męza, żony, zdradę, nowe życie. Niemniej jednak chodzi mi o miłośc, co kiedy kocha się kogoś innego niż mąż, nie chodzi o sex i tego typu sprawy, raczej o kwestie intelektualne, zainteresowania, rozmowy. Będę kończyła, boję się, że znów odpowiedź księdza bedzie dyplomatyczna. Przepraszam za błędy. Pozdrawiam

Ksiądz    data: 2010-02-28 20:53:36
Witaj Stynka! Pamiętam o Tobie. Niebawem się odezwę. Pozdrawiam ks. Jarosław

Ksiądz    data: 2010-02-28 20:52:15
Witaj Chmurka38! Pozdrawiam Ciebie. Masz rację, że w jednym wpisie trudno jest zawrzeć cały swój problem narastający przez kilkanaście lat. Tak i mnie jednym zdaniem odpowiedzieć Tobie. Dzisiaj wiem (z grubsza) gdzieście doszli, ale nie wiem - skąd wyszliście. Jak było na początku? Ktoś Was zmusił, abyście wyszli za siebie, by się "nienawidzić"? Macie dzieci? Czy chciałaś napisać, że nigdy nie kochałaś? Z Bogiem - ks. Jarosław

chmurka38    data: 2010-02-27 20:25:31
witam zastanawiam się co tu robię, właściwie wiem, mam setki pytan, właściwie pytania przedstawiające moje życie. Kiedy zadam jedno i uzyskam odpowiedź i tak nie rozwiąze to moich problemów, musiałabym opisac swoją sytuację. Ale od czegoś trzeba zacząc, głupio się czuje tak pisząc. Jestem mężatką od 19 lat, nie kocham męża. I tu powstał problem, kiedyś mniej dostrzegalny teraz dokuczliwy, może to z racji wieku i uczucia upływającego czasu nie wiem, jest coraz gorzej, ale do czego zmierzam, zastanawiam się nad miłością, jaka jest prawda o miłości. Kiedy mąz krzyczy, wyzywa i mam mnie i obbowiązki domowe glęboko gdzies, niechec do niego powieksza sie jeszcze bardziej. I coraz ciężej się tak żyje. Czy mam prawo do miłości ludzkiej miłosci, kobiety i mężczyzny i nie mowie o zdradzie, mam na myśli uczucia, czy można zmusic serce do kochania, jak długo mozna tak życ. Na razie może zakończe bo nawet nie wiem czy ksiądz odpisze, właściwie mnie zrozumie, cięzko jest opisac w jednym zdaniu uczucia, brak uczuc, które towarzyszą nam przez większośc życia. Byc moze chaotycznie zaczęłam pisac, ale trudno, chce nawiazac jakąs rozmowe, porozmawiac móc zrozumiec to za czym tesknie a czego nie mam i nie bedzie mi dane czuc, i to jest chyba najsmutniejsze przezyc życie bez niłości.

chmurka38    data: 2010-02-27 20:08:54
witam zastanawiam się co tu robię, właściwie wiem

Ksiądz    data: 2010-02-25 12:47:39
Witaj Elu! Bardzo się cieszę Twoją dojrzałością w podejmowaniu decyzji. Teraz jesteś bogatsza nie o telefon, ale o coś zdecydowanie cenniejszego. Elu - Dziękuję! Dobrze, że jesteś! ks. Jarosław

ela    data: 2010-02-25 08:46:13
Witaj Ks. Jarosławie, Moje pytanie już właściwie jest nieaktualne. Pomodliłam się do Ducha Świętego, aby oświecił mnie swym światłem i abym mogła podjąć właściwą decyzję. Zdecydowałam, że oddam telefon na policję, oni mają odpowiednie metody i na pewno odnajdą tego, kto zgubił ten telefon. Stwierdziłam, że nie będę żerować na cudzej krzywdzie i to byłoby nie w porządku przywłaszczyć sobie czyjąś własność. Pozdrawiam Ela

ela    data: 2010-02-24 21:26:30
Szczęść Boże, Ks. Jarosławie mam taki dylemat, gdyż dostałam od kogoś z rodziny telefon komórkowy, który ta osoba znalazła. Chciałam zadzwonić do właściciela, niestety telefon jest rozładowany, a ja nie posiadam do niego ładowarki. Jeśli nawet napiszę ogłoszenie, to zgłosi się tysiąc osób, które będą twierdzić, że to właśnie ich własność, także mija się to z celem, bo nie jestem w stanie tego zweryfikować. Czy w takiej sytuacji mogę zatrzymać ten telefon, czy jednak powinnam postarać się odszukać właściciela? Pozdrawiam Ela

Stynka    data: 2010-02-24 12:14:24
Witam! Ks. Jarosławie mam pytanie czy zna ksiądz jakiegoś prawnika bądź innego księdza, który specjalizuje się w prawie kanonicznym? Mój były mąż wniósł do Sadu Biskupiego o stwierdzenie nieważności naszego małżeństwa.Jako przyczynę podał,że nie byłam zdolna do podjęcia istotnych obowiązków małżeńskich z przyczyn natury psychicznej? Co to znaczy? Znając życie to on i jego kochana mamusia będą chcieli zmieszać mnie z błotem.co robić?

    data: 2010-02-20 19:28:15
Witam!Ks.Jarosławie ma ks.racje,że zbyt często chowamy to co w nas dla siebie.Czasami bardzo boimy się wypłynąć na powierzchnię z nas samych,bo wiele przeżyliśmy.Ludziom bardzo łatwo jest oceniać drugiego człowieka,nawet go nie znając,i nic o nim nie wiedząc.Niektórzy czerpią z tego,że kogoś bardzo ranią radość.To jedna z rzeczy,których nie rozumiem.Tak już jest.Powiem tylko,że gdy latami znosisz upokorzenia różnej postaci,że ukrywając je w sobie,tracąc powoli godność,wartości,że jest ci obojętne co z tobą się stanie,nie jesteś w stanie nic zrobić,boisz się...nawet oddychać...Straszne,ale tak bywa.Trzeba niewyobrażalnej siły,aby się podnieść,uwierzyć w siebie,wstać i walczyć.Tylko,że sami nic nie osiągniemy.Człowiek nie jest samowystarczalny.Trzeba nam mimo,że wydawałoby się,że świeca nadziei gdzieś gaśnie uparcie,z otwartym sercem wołać do Boga.On słyszy,mimo,że inni są głusi.Bóg działa po swojemu.Czasami jest to długi proces,ale on wie co jest dla nas dobre.Cierpienie też ma sens.Tyle mogę na tę chwilę powiedzieć z mego serca.Teraz jest dobry okres gdzie każdy może zadać sobie pytanie do siebie...o sobie...Wczoraj będąc na Drodze Krzyżowej w mym sercu zrodziło się wiele pytań.W zadumie słuchałam o miłości,cierpieniu.Właśnie tak ważne jest by słuchać,słuchać i jeszcze raz słuchać.Jezus tak wiele wycierpiał dla nas i choć był udręczony,choć dżwigał ciężar krzyża,ogrom upodleń,upadki...to nigdy się nie poddał.Szedł.Czynił to z miłości do drugiego człowieka,do każdego z nas.Pokazał nam,że cierpienie ma sens,choć czasem zdaje nam się,że rany są nie do zabliżnienia.Czasami trzeba przejść długą,często cierniową drogę by wzrastać,by dostrzec tego co wcześniej wydawało się ciemnością.Dostrzegłam,że siła tkwi w miłości...miłości do bliżniego,Boga do nas,nas do Boga,każdej postaci miłości.I znowu wracam do miłości.Ale na niej wszystko się opiera.Pamiętajmy,że miłość jest bazą.Co ks.o tym myśli?Powiem tylko jeszcze,że we mnie jest też jeszcze wiele bólu,lęku,pytań na które wiem że nie znajdę odpowiedzi,ale teraz rozumiem jak cenne jest życie.To cud dany nam przez Boga.Ceńmy go.Nie marnujmy na bzdury...Pozdrawiam ks.Margo.

Ksiądz    data: 2010-02-19 20:27:35
Witaj Tomku! Ciągle zaskakuje mnie życie, które jest w stanie napisać takie scenariusze. Chociaż odegrano niesamowity "cyrk", wnioskuję, że naruszono także prawo, podszywając się pod inną osobę i jak sądzę sfałszowano podpis, bo jest wymagany w Księdze Ochrzczonych (Art. 270.KK. § 1. Kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolnościod 3 miesięcy do lat 5.Przestępstwo ścigane z urzędu!!!)Prawo Kościelne nie pozwala na to, aby chrzestnym była osoba o kwalifikacjach, które opisujesz. Do chrztu wystarczy tylko jeden chrzestny (KPK kan. 874; choć zwyczajowo wybieramy dwoje (chrzestny i chrzestna). Chrzest jest WAŻNY, natomiast rodzice mają się z czego spowiadać. Sądzę, że i bez spowiedzi powinni poinformować o tym księdza. Z Bogiem ks. Jarosław

tomek    data: 2010-02-18 17:59:14
Witam..prosze o wyjasnienie mi nastepujacej sytuacji..w mojej rodzinie odbyl sie chrzest dziecka..na ojca chrzestnego zostala wybrana osoba przebywajaca za granica zyjaca w zwiazku cywilnym (bez slubu koscielego),osoba ta nie przybyla na chrzest co bylo wiadme od poczatku(jakie pare tygodni przed chrztem)wobec tego inny mezczyzna podawal dziecko do chrztu,o czym nie zostal poinformowany ksiadz udzielajacy tego sakramentu..rodziece dziecka i rodzice chrzestni wiedzieli oczywiscie o zaistanialej sytuacji..wobec czego wiele elementow bylo zaplanowanym oszustwem..jakie sa tego konsekwencje..zwlaszcza dla ochrzczonego w ten sposob dziecka...prosze o odpowiedz..

Ksiądz    data: 2010-02-18 00:23:39
Margo! Dziękuję! Ciągle odnoszę wrażenie, że zbyt często chowamy tylko dla siebie tyle przeżyć, dzięki którym inni ludzie byli by mocniejsi, radośniejsi i ubogaceni. Opłaca nam się ufać Bogu, gdyż nasze życie nie będzie zależało jedynie od stanu konta, czy pełnej lodówki lub jakiegoś tam "ciacha" u boku, Nawiązując do mądrego wpisu Moniki 0603 - nie chowajmy, nie zakopujmy talentów, które posiadamy. Z Bogiem ks. Jarosław

    data: 2010-02-16 20:38:59
Witam ks.Odnośnie miłości...Miłośc istnieje.Jeszcze niedawno myślałam inaczej,bo moja miłość do męża była pełna bólu i ...Nie mogę o tym mówić.Wiem tylko jedno,że gdy ktoś bardzo cię zrani,że gdy czujesz,że niemal dławisz się od łez,to nikt nie usłyszy tak jak Bóg tego co dzieje się z tobą,twoją duszą w środku.On to widzi,bo naprawdę,kocha z oddaniem każdego z nas.Jego miłość nigdy nie ustaje.Ona jest wierna.Jest jeszcze miłość matki do dziecka,taka czysta,cudowna.Miłość przyjacielska,która rozumie,poświęca,daje z wzajemnością...Myślę,że gdy my jesteśmy z Bogiem,to on jest zawsze z nami.i mimo,że czasami w chwilach smutku,ranimy Go,to on zawsze jest z nami.Tak właśnie czuję.I chcę powiedzieć,że czasami w naszym życiu jest tak,że ból wydaje śię nie do udżwignięcia,że myślisz,że nie dasz rady...to nieprawda,bo gdy otworzysz swoje serce przed Bogiem,wszystko nabierze sensu i ból będzie lżejszy,bo zrozumiesz,że nie jesteś sama...To bardzo ważne.Pokładajmy ufność w Panu.Ja ją pokładam,mimo ,że ciągle z czymś muszę się zmagać.Pozdrawiam ks.Szczęść Boże.Margo.

Monika0603    data: 2010-02-14 22:05:30
Witam. Oto małe rozważanie o talentach ks. Tadeusza Dajczera Bóg oczekuje od nas patrzenia na wszystkie przeżywane przez nas sytuacje, zwłaszcza sytuacje trudne, oczyma wiary. W przypowieści o talentach Jezus przestrzega nas przed zamknięciem się na płynące z wiary Boże poznawanie i przed gnuśnością w wykorzystywaniu wszystkiego, czym Bóg nieustannie nas obdarowuje. Pan, zostawiając jednemu ze sług dziesięć talentów, drugiemu pięć, trzeciemu jeden i zobowiązując ich do pracy, dał im szansę. Słowo talent, które w czasach Chrystusa oznaczało pewną wartość pieniężną, teraz oznacza raczej wartość intelektualną. Mówimy, że ktoś jest utalentowanym muzykiem, matematykiem. Sens przypowieści o talentach jest jednak o wiele głębszy. Myślenie ewangeliczne jest jakby odwróceniem o 180 stopni naszego myślenia świeckiego, czysto ludzkiego. Tak również jest w przypadku przypowieści o talentach. Talent to dar i pewne tworzywo, a jednocześnie szansa. Chrystus, powierzając ci talent, obdarza cię zaufaniem i oczekuje, że go właściwie wykorzystasz. Jeżeli dał ci jakieś zdolności, to nie jest Mu obojętne, co z nimi zrobisz. Jeśli jednak nie otrzymałeś tych zdolności - to też talent. Talentem jest nie tylko otrzymanie czegoś, ale i brak czegoś. W świetle wiary talentem jest na przykład zdrowie, które masz, ale i to, że chorujesz, też jest talentem. Jezus w każdym przypadku stawia ci pytanie: co robisz z tym talentem? Zmarnować bowiem można zarówno zdrowie, jak - jeszcze bardziej - brak zdrowia. A przecież wszystko jest darem - talent to dar. Jesteś nieustannie przez Boga obdarowywany. Talentem na przykład jest to, że nie potrafisz się modlić, a ty uważasz, że to nieszczęście. Ważne jest, co robisz z tą nieumiejętnością modlenia się. Może zakopałeś ten talent i mówisz sobie: no to nie będę się modlił. A przecież z niego można tak wiele wykrzesać; nieumiejętność modlitwy powinna pogłębiać w tobie głód Boga, a tym samym stać się środkiem twojego uświęcenia. Podobnie gdy masz problemy domowe, kiedy rodzina jest skłócona - to też twój talent i dana ci od Boga szansa. Co z nim robisz? Jeżeli załamujesz się i zniechęcasz, to zakopujesz go w ziemi. Człowiek wiary nie może nie dostrzegać głębszego sensu własnych doświadczeń, przy czym już samo poszukiwanie sensu jest jakimś obracaniem talentem. Jeżeli przeżywasz lęk, np. boisz się cierpienia, śmierci, to też twoja szansa. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus miała wielki wstręt do pająków. Kiedyś powiedziała o tym, jak bardzo musiała się przezwyciężać, aby omiatać z pajęczyny niszę pod schodami (zob. Żółty zeszyt, 80). To bardzo pomagało jej w drodze do Pana. Był to złożony w jej ręce talent, którym umiała obracać. Jeżeli pewne sytuacje wywołują u ciebie napięcia, to znaczy, że kryje się w nich jakby przysypany popiołem diament - twój talent. Co z nim robisz, jak go wykorzystujesz? Przecież wszystko ma służyć twojemu uświęceniu. W tym sensie wszystko jest łaską. Przygniatające cię cierpienie czy różne niesprzyjające okoliczności to cały kompleks talentów. My jednak często jesteśmy jak ślepi lub jak małe dzieci, które wielu rzeczy nie rozumieją. Dopiero kiedy staniemy przed Bogiem, wszystko zobaczymy i zrozumiemy. Poznamy to całe morze talentów, w którym byliśmy zanurzeni. Pozdrawiam

Ksiądz    data: 2010-02-14 15:06:14
Witaj Szczęśliwa, a lepiej - SZCZĘŚLIWI! Dziękuję za Wasze świadectwo. Tak trzeba, częściej mówcie innym o swoim szczęściu, bo widzicie, że świat zwątpił, aby istniało coś poza wyrachowanym związkiem podejrzewających się nawzajem egoistów. Dzięki Bogu nie jest to zasadą wszystkich. Przy okazji dzisiejszego dnia - bardzo kocham prawdziwie zakochanych. Nie bójcie się zakochać! Kochajcie tak jak Bóg tego pragnie, a nie kombinujcie "po swojemu" bo tak będzie wygodniej i bezpiecznej. Na początku była Miłość! I trwa, a ja właśnie za kilka chwil wybieram się na ślub, aby taką miłość w imieniu Kościoła pobłogosławić. Pomódlcie się za Mariana i Barbarę, którzy byliby szaleńcami, gdyby do swego "szaleństwa" nie zaprosili Boga. Pozdrawiam Zakochanych! ks. Jarosław

[ 1 ] 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32
Email:
Nick:
Podaj wynik dzialania dwa + dwa:

O nas | Napisz do nas | Kontakt | Reklama | Mapa witryny | Twój e-Panel | Patronat medialny
Copyright © e-Grajewo.pl 2001-2010 Wszelkie prawa zastrzeżone.